Polacy w Unimogu dotarli do Dakaru

, 15 stycznia 2015, 16:06

Dakar, który można porównać z Mount Everestem dla himalaistów lub Cape Horn dla żeglarzy, to miejsce, do którego po raz siódmy udało się dotrzeć uczestnikom rajdu Africa Eco Race. Wśród nich znaleźli się Polacy z zespołu NAC Rally Team, którzy po dwóch tygodniach morderczej ekspedycji osiągnęli metę ze swoim Unimogiem.

Najlepsza polska drużyna w klasie ciężarowej, NAC Rally Team startowała Unimogiem U400 i globalnie wywalczyła wysokie 5. miejsce, tocząc nierówny bój z dużo silniejszymi ciężarówkami. Polska załoga w składzie: Piotr Domownik, Janusz Jandrowicz i Michał Ungurian dokonała tego wyczynu niejako „przy okazji”, ponieważ jej priorytetowym zadaniem było udzielanie wsparcia na afrykańskiej trasie Pawłowi Molgo i Ernestowi Góreckiemu, startującym terenówką, która nota bene wygrała rajd w grupie aut produkcyjnych. Polski Unimog zawsze przyjeżdżał na czas, gdy był potrzebny, i wielokrotnie wyciągał z tarapatów nie tylko swoich podopiecznych. Licznych wyrazów wdzięczności doczekał się zwłaszcza po 433-kilometrowym, jednym z najtrudniejszych etapów w Mauretanii.

– "Okazało się, że mauretański piasek jest kompletnie inny od tego, który znamy z Maroka, ale na szczęście to nie przeszkodziło naszemu Unimogowi" – mówi Piotr Domownik – "Wystarczyło jeszcze bardziej spuścić ciśnienie (1,2 atmosfery z przodu i 1 atmosfery z tyłu – schodzić niżej byłoby już ryzykiem), zapiąć wszystkie blokady, którymi dysponujemy, i… daliśmy radę! Dzięki temu mogliśmy pospieszyć z pomocą załodze, którą się opiekowaliśmy, kilkakrotnie wyszarpując ją z piasku. Wielokrotnie zdarzało nam się pomagać również zupełnie obcym załogom, co zostało docenione przez organizatora i naszych zagranicznych kolegów. Na wydmach nierzadko stanowiliśmy wybawienie dla zawodników, którzy po raz „siedemnasty” zakopywali się w piasku, a próbując się wydostać z opresji, nieludzko się męczyli." – dodaje.

Unimog, którym startowali Polacy z NAC Rally Team, to przygotowany na najtrudniejsze zadania model U400 z 2005 roku. Ciężarówka została profesjonalnie przebudowana we Włoszech przez serwis Giacoma Vismara, który w Dakarze startował aż 25 razy (m.in. wygrywając klasę ciężarówek w 1986 roku). Samochód Polaków na swym koncie ma również 3 starty w Dakarze (raz wywalczył znakomite 11. miejsce!), a także występy m.in. w egipskim Radzie Faraonów i argentyńskim Por Las Pampas. Jego ostatnim właścicielem był Włoch Pietro Fogliani.

Unimog zaliczany jest do grupy T4.1 – „ciężarówek produkcyjnych”, będącej odpowiednikiem osobowej T2. Oznacza to, iż jest prawie seryjnym pojazdem, w którym dokonano tylko niewielkich modyfikacji. Oczywiście samochód został rajdowo wyposażony – m.in. w klatkę bezpieczeństwa, fotele kubełkowe czy system gaśniczy. 6-litrowy, 6-cylindrowy silnik wysokoprężny nie był tuningowany, a jedynie wymieniono w nim filtr powietrza, zmodyfikowano elektronikę i ustawienia komputera. Auto otrzymało również dodatkowy zbiornik paliwa i w sumie zabiera na pokład 350 litrów oleju napędowego. Ponadto na długie afrykańskie etapy przewidziano aluminiowy bak umieszczony na pace, który na co dzień pozostaje zdemontowany.

U400 ma stały napęd na cztery koła, sportowe zawieszenie Ohlinsa, mosty portalowe i trzy mechaniczne blokady dyferencjałów. Nie ma jednak reduktora, ale w zamian za to kierowca dysponuje aż ośmioma biegami. Skrzynia biegów sterowana jest elektropneumatycznie. – "To genialne rozwiązanie!" – zachwyca się Piotr Domownik – "Zamiast tradycyjnego lewarka mam joystick, który przesuwam do przodu lub do tyłu, a bieg zatwierdzam poprzez naciśnięcie sprzęgła. Mam na to aż 20 sekund! Zbliżając się do zakrętu, mogę zawczasu wybrać odpowiednie przełożenie, a bieg zmienić tuż przed samym skrętem, trzymając obie ręce na kierownicy!" – dodaje.

Dużą zaletą auta jest jego seryjny system centralnego pompowania kół, który niezależnie obsługuje przednią i tylną oś (lub obie naraz). Przed wjechaniem w rejon wydm (lub po jego opuszczeniu) zawodnicy nie muszą zatrzymywać się, a co najwyżej zwolnić, gdyż paradoksalnie pompowanie powietrza trwa krócej od jego spuszczania. System pompowania przydaje się również, gdy Unimog łapie kapcia. Korzystając z zalet felg pierścieniowych, załoga szybko wymienia uszkodzoną oponę, a system błyskawicznie pompuje koło. Na wszelki wypadek na pace przewożony jest zapas w postaci jednego koła i jednej opony. Ponadto załoga transportuje zwykle około 250 kilogramów części zamiennych i 50 kilogramów narzędzi. Są to wyłącznie rzeczy podstawowe – poważniejsza naprawa na środku pustyni i tak jest niemożliwa.

Zawodnicy chwalą możliwości off-roadowe Unimoga, który znakomicie czuje się w każdym terenie, a kiedy trzeba, potrafi pędzić po bezdrożach z prędkością 120 km/h. Jego żywiołem są jednak wydmy. Choć waży blisko 6 ton, znakomicie radzi sobie na piasku dzięki ogromnym oponom, które przy niskim ciśnieniu „rozpłaszczają się”, pełniąc funkcję gąsienic.

Piotr Domownik dojeżdżając Unimogiem do Dakaru, spełnił jedno ze swoich życiowych marzeń.
– "Chciałem tu kiedyś dotrzeć na kołach i nie w roli turysty" – mówi – "Udało się! Teraz coraz trudniej będzie nam wytyczać nowe rajdowe cele, ale na pewno niebawem się takie znajdą." – dodaje.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!