Elektromobilność w branży gospodarowania odpadami: miało być zielono, są… problemy

, 12 kwietnia 2021, 14:07

Ustawa o elektromobilności, wciąż opiniowana i wciąż bez dokładnej daty wejścia w życie, cały czas budzi kontrowersje. Jeszcze niedawno, według obowiązujących zapisów zakładano, że branże takie jak np. gospodarowanie odpadami w swojej flocie będą musiały posiadać 10% pojazdów zasilanych elektrycznie. Wymóg zmienił się na samochody zasilane gazem CNG lub LNG pod wpływem negatywnych opinii na temat dostępności elektrycznych śmieciarek. Następnie… w ogóle z niego zrezygnowano.

Takie niezdecydowanie nie jest przychylne dla przedsiębiorców. O wpływ ciągłych zmian w ustawie o elektromobilności pytamy Karola Wójcika, Przewodniczącego Rady Programowej Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Elektryczne śmieciarki obowiązkowe… ale niedostępne na rynku

Pierwszym problemem, na jaki napotkaliśmy w ustawie o elektromobilności już kilka lat temu, był zapis wymuszający na przedsiębiorcach z branży komunalnej zakup pojazdów z napędem elektrycznym. Oczywiście, nie krytykujemy samej idei – odchodzenie od „brudnych” paliw to dobra droga. Nikt jednak nie pomyślał o dostępności takich samochodów i samej infrastrukturze. Przepis na szczęście znowelizowano i dopuszczono pojazdy zasilane CNG. – mówi Karol Wójcik, ze Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Sama idea zelektryfikowania branży odpadowej może nie jest rewolucyjna, ale takie pojazdy dopiero teraz zaczynają się pojawiać na ulicach, najczęściej wybiórczo, w niektórych zachodnich miastach. Tymczasem o ustawie o elektromobilności po raz pierwszy usłyszeliśmy w drugiej połowie 2017 roku, czyli 4 lata temu. W tym czasie Tesla dopiero wypuszczała na rynek Model 3, a elektryczne ciężarówki dopiero przymierzano do realnego wykorzystania w wybranych sektorach gospodarki. Większość marek pojazdów ciężarowych oferowała pojedyncze sztuki pierwszych „elektryków” – dostępność takich samochodów była bardzo ograniczona. Dodatkowo, takie auta z reguły były dużo droższe od tych wyposażonych w standardowy silnik diesla. Nic więc dziwnego, że przedsiębiorcy z branży komunalnej podnieśli głośny sprzeciw.

Powszechna elektromobilność w Polsce to wciąż tylko wizja przyszłości

Elektryfikacja w transporcie drogowym to wciąż temat do wielu dyskusji, między innymi ze względu na zasięg pojazdów. Istnieją oczywiście pewnego rodzaju wyjątki, jak opisywana przez nas Nikola, jednak zapełnienie dróg bezgłośnymi samochodami przewożącymi wiele ton ładunku wydaje się wciąż melodią przyszłości. Być może dość niedaleką – jednak wciąż mało prawdopodobną, szczególnie w polskich realiach. Dlaczego?

– Przede wszystkim brak odpowiedniej infrastruktury. Ładowarek jest po prostu za mało. – Trudno sobie też wyobrazić samochód do przewozu odpadów w oddalonej od dużego miasta gminie bez stacji ładowania elektrycznego czy też stacji paliw CNG. Takie auto nie miałoby prawa nawet wrócić do miejsca pracy po naładowaniu baterii, bo stacja ładowania byłaby oddalona o kilkadziesiąt, a może więcej kilometrów– dodaje Karol Wójcik ze Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Nawet w miastach zasięg to duży problem. O ile elektryfikacja ciężarówek najszybciej sprawdzi się właśnie w pojazdach sektorów komunalnych, ze względu na relatywnie niskie przebiegi dzienne w porównaniu do np. transportu międzynarodowego, to obecnie osiągane przez producentów średnie 160 km zasięgu na jednym ładowaniu wciąż nie jest wystarczającym wynikiem. Wiele miast ma rozbudowaną infrastrukturę i przejechanie jednej zmiany często przekracza możliwości elektryków. Zwłaszcza, że na wydajność baterii wpływ ma także aura, szczególnie w miesiącach zimowych zasięg może ulegać znacznemu skróceniu.

Branża komunalna: skoro nie prąd to może gaz?

Urzędnicy zajmujący się legislacją i przygotowaniem ustawy o elektromobilności dostrzegli obawy przedsiębiorców oraz przeszkody uniemożliwiające elektryfikację sektora komunalnego w pierwotnie zakładanym stopniu. Rozwiązaniem stały się zdobywające coraz większą popularność alternatywne paliwa w postaci gazu CNG, a także LNG.

– Wciąż jednak pozostaje problem niedostatecznie rozwiniętej infrastruktury tankowania samochodów napędzanych gazem. Koszt usług świadczonych przy pomocy ciężarówek zasilanych CNG lub LNG wzrósłby drastycznie, ze względu na konieczność wybudowania stacji we własnym zakresie lub pokonywania dodatkowych kilometrów w celu zatankowania samochodu, co jest już zupełnym marnotrawstwem. Dlatego też wystosowaliśmy postulat, by chociaż sektor usług letniego i zimowego utrzymywania dróg, czyli zamiatarki i pługoposypywarki został wyłączony z tego wymogu ustawy o elektromobilności – mówi Karol Wójcik, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Decyzja została podjęta jednak za późno

Po przeanalizowaniu sytuacji na rynku, urzędnicy podjęli słuszną decyzję: sektor gospodarowania odpadami komunalnymi, a konkretnie pojazdy do tzw. letniego i zimowego utrzymania zostają wyłączone z ustawy o elektromobilności. Polscy przedsiębiorcy oddychają więc z ulgą, prawda? Otóż, niestety, wręcz przeciwnie.

– Decyzja o wyłączeniu części naszej branży z ustawy o elektromobilności zapadła na początku tego roku. Sama ustawa została zaproponowana na początku 2018 r. i przeszła dwie poważne zmiany mające wpływ na sektor, w którym pracujemy. Najpierw zrezygnowano z wymogu posiadania odpowiedniej liczby samochodów napędzanych tylko elektrycznością, a teraz wyłączono część taboru realizującego usługi utrzymania dróg. Bardzo duża liczba przedsiębiorców w przeciągu tych kilku lat musiała podjąć decyzję o wymianie taboru. Nie jest to proces, który można załatwić w kilka miesięcy, tak jak na przykład w przypadku zamawiania aut osobowych. Budowa ciężarówki ze specjalistyczną zabudową może trwać nawet pół roku. Wymogi nowych przetargów organizowanych przez gminy uwzględniały już wymogi ustawowe sprzed nowelizacji, dlatego duża część przedsiębiorców zamówiła takie pojazdy napędzane CNG. W starciu konkurencyjnym z tymi, którzy tych kosztów nie ponieśli mają już na starcie mniejsze szanse. Jak wiemy, te ciężarówki są dużo droższe, a ich eksploatacja, jak wspomnieliśmy wcześniej, zwykle nie przynosi realnych oszczędności, w polskich warunkach szczególnie. Przedsiębiorcy stoją więc w tym momencie przed ogromnym problemem – jak zrezygnować z tych zamówień? Niektórzy już nie mają wyjścia. Zostaną z nowoczesnym taborem skrojonym pod unijne wymagania, które przestały obowiązywać. Decyzja o rezygnacji z paliw alternatywnych dla części branży, choć postulowana i przez nas pochwalana, została w wielu przypadkach podjęta nieco za późno – komentuje Karol Wójcik ze Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

ss233322, 17 kwietnia 2021, 10:01 0 0

Elektromobilnosc w pigulce:
- Auta spalinowe coraz gorszej jakosci, coraz bardziej awaryjne, wcale nie bardziej ekologiczne na dlzusza mete, sprzedarz spada.
- Brak infrastruktury dla elektromobilnosci
- Brak realnie wydajnej technologi dla pojazdow elektrycznych (glownie chodzi o baterie ktore sie bardzo dlugo laduja i maja mala pojemnosc w stosunku do realnych warunkow drogowych)
- Brak czystego pozyskania energi elektrycznej, wiekszosc jest pozyskiwane ze spalania wegla lub energi atomowej, jedyne realne rozwiazanie to zgazowanie wegla ale to dziwnym trafem sie przemilcza(wiadomo trzeba pozamykac kopalnie zeby je mogl ktos kupic za grosze, tak samo bylo z cukrowniami i stoczniami)

I to jest ta cala elektromobilnosc i ustawy z nia zwiazane...wcisnac ludziom cos co nie dziala pod pozorem ekologi i wszystko oparte na klamstwach i manipulacjach.

Odpowiedz