Ogrzewanie do kampera lub busa. Co wybrać?

, 25 października 2021, 13:50

Zeszłoroczny lockdown i związane z nim zamknięcia hoteli, miejsc wypoczynkowych oraz praktycznie całej turystki spowodowały, że spragnieni prawdziwego urlopu ludzie zaczęli brać pod uwagę tzw. alternatywne podejście do wakacyjnych planów. Rynek używanych pojazdów użytkowych, czyli „busów”, jest na fali wzrostowej już od zeszłego roku. Kampery, czy „zwykłe” przyczepy kempingowe przeżywają drugą, nieczęsto też nawet i trzecią młodość.

Przez ostatnie kilkanaście miesięcy mogliśmy zaobserwować zintensyfikowane zainteresowanie takimi pojazdami jak Transporter T4, a wiele przyczep kempingowych zostało wyciągniętych z lekko zarośniętych miejsc parkingowych. Sezon letni już jednak za nami, ale wiele osób nie zamierza rezygnować z karawaningu, pomimo warunków atmosferycznych coraz mniej zachęcających do spania w nieogrzewanym pojeździe. W związku z tym, korzystając z ostatnich promieni słońca w czasie złotej, polskiej jesieni warto poświęcić chwilę na zainteresowanie się postojowym ogrzewaniem. Wraz ze wzrostem zainteresowania turystyką na czterech kołach, na rynku znajdziemy coraz więcej rozwiązań pozwalających ogrzać wnętrze kampera lub przyczepy kempingowej. Niekoniecznie musimy zwracać się w stronę najbardziej oczywistych wyborów, czyli popularnego i znanego Webasto lub Eberspaecher.

Rozwiązania budżetowe, czyli… koza opalana drewnem

Może się wydawać, że ogrzewanie żywym ogniem samochodu od wewnątrz nie jest najlepszym pomysłem, jednak Amerykanie zdobywający od kilkudziesięciu lat doświadczenie w tym aspekcie zdają się twierdzić inaczej. W mediach społecznościowych zajedziemy mnóstwo przykładów użycia niewielkich piecyków, wbudowanych w konstrukcję kampera, skutecznie ogrzewających wnętrze danego pojazdu. Przeglądając popularne w Polsce portale aukcyjne możemy znaleźć tzw. kozy niewielkich rozmiarów, nadające się do montażu w samochodzie w przedziale od 800 do 1 500 złotych. Konstrukcje o wymiarach w okolicach 30 x 20 centymetrów zaopatrzone są w zestaw rurek, służących za komin. Największym plusem tego rozwiązania jest paliwo. Drewno znajdziemy wszędzie, a jego ewentualny zakup i uzupełnianie nie stanowi raczej żadnego problemu. Dodatkowo, nie musimy wykorzystywać energii akumulatora naszego pojazdu.

Ciepło wytwarzamy w analogowy sposób. Niestety, z drugiej strony, piecyki tego rodzaju mogą spowodować niemałe kłopoty i nie zawsze też nadadzą się do montażu w naszym mobilnym schronieniu. Wszystkie przyczepy czy kampery wykończone laminatem bądź innym podatnym na obróbkę cieplną materiałem odpadają, jeżeli chodzi o wybór przenośnej „kozy”. Sam montaż, nawet w wypadku blaszanego busa, potencjalnie „bezpiecznego” dla montażu takiego rozwiązania, może być problematyczny. Po pierwsze, należałoby wywiercić w dachu dziurę, odprowadzającą spaliny, a także odpowiednio ją uszczelnić. Szczelność będzie szczególnie istotna w wypadku systemu odprowadzania dymu z piecyka. Musimy pamiętać, że przebywamy na bardzo niewielkiej przestrzeni, gryzący dym jest więc szczególnie niechcianym gościem. Aspekt bezpieczeństwa w tym wypadku zależy wyłącznie od naszych umiejętności majsterkowania. Jeżeli więc nie czujemy się wystarczająco na siłach, to warto rozważyć zlecenie tej pracy profesjonalnemu warsztatowi. Z drugiej strony, wtedy narażamy się na dodatkowe koszty – w tym wypadku powinniśmy zainteresować się alternatywnymi metodami ogrzewania.

LPG nie tylko w silniku – ogrzewanie gazowe

Kolejną opcją wartą rozważenia i, co warte zaznaczenia dużo bardziej uniwersalną, jest montaż piecyka zasilanego gazem. Nie musimy obawiać się o spaliny. Ogrzewanie gazowe charakteryzuje się najbardziej „czystymi” produktami ubocznymi, czyli dwutlenkiem węgla oraz parą wodna. Oczywiście, ten pierwszy składnik jest nadal bardzo niebezpieczny dla zdrowia i życia, musimy więc wciąż zadbać o odpowiedni system odprowadzania spalin. Z pewnością nie możemy rekomendować użycia małych piecyków, dedykowanych do ogrzewania niewielkich pomieszczeń. Ich konstrukcja nie pozwala na czerpanie powietrza z zewnątrz pojazdu ani odprowadzanie spalin. Systemy dedykowane do kamperów oraz przyczep kempingowych kosztują od ok. 2 000 do 3 000 zł. Jeżeli nasz samochód jest wyposażony w kuchenkę gazową, to możemy zdecydować się na rozwiązanie oparte na wykorzystaniu stalowych butli gazowych. Standardowa butla waży 11 kg, a koszt jej wymiany to kilkadziesiąt złotych. Wydajność jest bardzo zadowalająca, w momencie rozsądnego korzystania z kuchenki gazowej oraz podgrzewania wnętrza wyłącznie w wyjątkowo mroźne i nieznośne wieczory, pojedyncza butla powinna nam wystarczyć na cały sezon.

Jeżeli jednak zamierzamy intensywnie gotować oraz planujemy spędzić miesiąc w krajach skandynawskich w połowie listopada, to najbardziej rozsądnym wyborem wydaje się montaż specjalnego zbiornika… na LPG. 120 litrowa butla pozwoli pomieścić aż 96 litrów paliwa. To prawie 50 kg gazu, który może ogrzewać wnętrze pojazdu przez cały czas, a także zasili wszystkie palniki naszej mobilnej kuchni. Oczywiście, koszt piecyka nadal jest ten sam, samą butlą nie sprawimy, że w naszym kamperze zrobi się ciepło. Takie rozwiązanie dedykowane jest do raczej dużych pojazdów. Zbiornik ma długość ok. 1,3 metra i waży tyle co filigranowej budowy dorosła osoba. Dodatkowo, istnieje możliwość montażu np. w burcie busa tak, aby „wlew” paliwa znajdował się na zewnątrz. Dzięki temu, możemy uzupełnić gaz w dokładnie ten sam sposób, jak kierowcy z przerobionymi na LPG silnikami benzynowymi, czyli na stacji. Minusem, na który skarżą się użytkownicy tego rozwiązania jest zapach. Co prawda, zbyt intensywne wrażenia zapachowe w czasie użytkowania kuchni lub piecyka gazowego świadczą o nieszczelnej instalacji, co powinno wiązać się z natychmiastową interwencją.

Ogrzewanie wodne? Niekoniecznie…

Tańsza alternatywa znanego każdemu Webasto. Tak zwane ogrzewanie wodne, czyli system zintegrowany z układem chłodzenia pojazdu. Specjalny agregat podgrzewa płyn chłodzący do temperatury około 70 stopni Celsjusza, a następnie, dzięki wbudowanej pompie, rozprowadza go po silniku. Dzięki temu, możemy korzystać z ogrzewania samochodu na wyłączonym silniku. Zasilanie takiego agregatu to po prostu paliwo, znajdujące się w baku. Niewątpliwym plusem jest brak konieczności przerabiania wnętrza pojazdu. W wypadku piecyka na drewno czy gaz, musimy przeorganizować przestrzeń naszego auta. Tutaj korzystamy z fabrycznej dmuchawy, dostarczającej gorące powietrze. Samo urządzenie montowane jest w komorze silnika. Nie musimy martwić się o spaliny.  Musimy jednak zastanowić się, czy system nawiewów naszego kampera, czy busa będzie wystarczający do efektywnego ogrzania całego samochodu.

Szczególnie w starszych autach, niekoniecznie projektowanych jako pojazdy do turystyki możemy mieć z tym problem. Przerobione na pełnoprawne pojazdy „blaszaki” wyprawowe fabrycznie nie zostały wyposażone w dmuchawy dla przestrzeni bagażowej. Koszt takiego rozwiązania to okolice 2 000 złotych + montaż, który najlepiej zlecić profesjonalistom, ze względu na skomplikowanie całego układu.

A może jednak tradycyjne Webasto?

Niewielkie pudełko zasysa powietrze z wnętrza samochodu, następnie podgrzewa je pobierając paliwo z baku pojazdu i wyrzuca na zewnątrz. Najprostszy system nabędziemy już w okolicach 1 500 złotych. Minusem, który najbardziej rzuca się w oczy są wysokie koszty eksploatacji. Urządzenie spala około 0,2 litra paliwa na godzinę. 8 godzin pracy, czyli w czasie na odpowiednią dawkę snu w cieple, przy obecnych cenach paliwa będzie wiązać się z wydatkiem 10-12 złotych. Jeżeli więc planujemy częste korzystanie z ogrzewania postojowego, to musimy porządnie skalkulować ewentualną inwestycję.

Jakie ogrzewanie będzie najlepsze i o jakich dodatkach warto pamiętać?

Wszystko zależy od tego, jak planujemy wykorzystywać nasz wyprawowy pojazd. Jeżeli dysponujemy busem, który służy nam na weekendowe wyprawy, a dłuższe urlopy planujemy w okresie wakacyjnym to standardowe Webasto powinno w zupełności spełnić swoje zadanie. W wypadku dłuższych wypraw w zimne rejony, najlepszym wyborem wydaje się ogrzewanie gazowe. Jego koszt jest porównywalny do urządzeń zasilanych benzyną lub dieslem, jednak koszty eksploatacji są znacznie mniejsze. Minusem jest montaż, który wymaga rozplanowania i dostosowania przestrzeni w aucie. Webasto sprawdzi się lepiej, gdy „transformujemy” samochód na czas wyjazdów pod gołym niebem, a na co dzień korzystamy z busa jak ze zwykłego „dostawczaka”. Jeżeli w naszym budżecie znajdzie się dodatkowe 500 lub 1000 złotych, to warto tez pomyśleć o sterowaniu systemem ogrzewania za pomocą specjalnego komputera. Dzięki tzw. centralce uzyskujemy możliwość włączenia grzania zdalnie lub o konkretnej godzinie. Dzięki temu pieszy trekking po mroźnej okolicy możemy zakończyć wejściem do ogrzanego kampera.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!