To był trudny czas dla branży TSL. Rok 2024 pełen wyzwań dla polskiego i europejskiego transportu. Co dalej?

7 lutego 2025, 14:28

Eksperci branży TSL zgodnie przyznają, że rok 2024 był trudny dla sektora transportu, spedycji i logistyki. Chociaż ostatnie miesiące przyniosły pewną poprawę na rynku przewozowym, to dopiero drugi i trzeci kwartał 2025 roku pokażą, czy sytuacja w branży się stabilizuje.

Wyzwania w TSL w 2024

Głównym problemem firm transportowych był spadek popytu na przewozy, spowodowany m.in. stagnacją w przemyśle motoryzacyjnym i spowolnieniem w branży budowlanej. Dodatkowo przedsiębiorcy musieli zmagać się z rosnącymi kosztami operacyjnymi, takimi jak opłaty drogowe, ceny paliwa i utrzymanie pojazdów. Presja regulacyjna związana z pakietem mobilności i nowymi wymaganiami dotyczącymi tachografów również stanowiła wyzwanie, szczególnie dla małych przewoźników.

– Miało to wpływ na spadek popytu w wielu branżach, kluczowych dla transportu. Przykładem może być przemysł motoryzacyjny, który zanotował stagnację w Niemczech – kraju, będącym naszym największym partnerem handlowym. Ograniczyło to zapotrzebowanie na przewozy komponentów i gotowych pojazdów. Podobna sytuacja była na rodzimym podwórku. Polska branża budowlana w II połowie 2024 roku zwolniła, co wpłynęło na zmniejszenie wolumenu przewozów materiałów z tego sektora, mimo że w I połowie ubiegłego roku zauważalne było jej ożywienie. Warto zaznaczyć, że sektor e-commerce oraz konsumpcja indywidualna utrzymały stabilny poziom, choć ta dynamika wzrostu była niższa niż w latach poprzednich – zaznacza Grzegorz Wójcik, Country Manager Eurowag w Polsce.

Mimo trudności firmy transportowe szukają sposobów na zwiększenie efektywności i rentowności. Wśród rozwiązań, które zyskują na popularności, są m.in. systemy TMS do zarządzania transportem w czasie rzeczywistym, karty paliwowe oraz technologie wspierające zgodność z regulacjami, takie jak zdalne odczyty tachografów.

Czy w 2025 będzie więcej towarów do wożenia?

Osłabienie gospodarcze widać przede wszystkim w Niemczech, Francji i Włoszech, czyli głównymi partnerami biznesowymi dla polskich przewoźników. Według ekspertów nawet niewielkie wahania europejskiej koniunktury mogą być już mocno odczuwalne dla film.

– W rok 2024 weszliśmy będąc już w kryzysie transportowym i obecnie sytuacja nie uległa zasadniczej poprawie – październik i listopad ubiegłego roku były miesiącami, do których wiele firm po raz pierwszy nie musiało „dokładać” do prowadzenia biznesu, ale zbyt wcześnie na to, żeby mówić o poprawie koniunktury. Papierkiem lakmusowym będzie rok 2025 i miesiące po martwym okresie, czyli tak naprawdę drugi kwartał bieżącego roku – komentuje Maciej Wroński, Prezes TLP

Eksperci przewidują też, że w dalszym ciągu koszty prowadzenia firmy transportowej mogą tylko rosnąć, co wiąże się ze wzrostem płacy minimalnej. Pracodawca będzie musiał zwiększyć wypłatę nawet o 650 złotych, co przeniesie się raptem na 250 złotych netto dla pracowników. Co więcej, możemy spodziewać się jeszcze większej ilości kontroli i jeszcze większych kar za nieprawidłowości.

Kolejnym wyzwaniem jest dalszy deficyt pracowników. Podaje się, że na tle Europy to właśnie w Polsce proces wydawania odpowiednich dokumentów jest najdłuższy.

– Niestety polska branża transportowa mimo słabszej koniunktury, nadal odczuwa deficyt kierowców. Przede wszystkim dlatego, że obecne pokolenie truckerów robi się coraz starsze, występuje niskie bezrobocie, więc nie mamy dużych szans na lokalne pozyskiwanie pracowników, a zatrudnianie zagranicznego kierowcy nie jest wcale takie proste. Truckerzy ze wschodnich krajów, pracujący u nas od kilku lat, mają trudności w przedłużeniu karty pobytu i niekiedy czekają na nią nawet do 1,5 roku. To wszystko sprawia, że w przyszłości możemy mieć jeszcze większe problemy kadrowe w branży – podsumowuje Maciej Wroński.

Opublikowane przez: Redakcja

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!