Zawiozą dary dla Nepalu starym Jelczem

, 16 grudnia 2019, 10:15

Jelcz – polska ciężarówka kojarzona przede wszystkim z placami budowy i rozkopanymi drogami. A kto wie, że samochody ciężarowe Jelczańskich Zakładów Samochodowych dzielnie radziły sobie w najwyższych górach świata – Himalajach? O wyprawach Jelcza sprzed 40 lat oraz tych planowanych na przyszły rok rozmawiamy z podróżnikiem Maciejem Pietrowiczem, założyciel fundacji „Pietrowicz śladami uczestników”.

Jelcze używane w wyprawach polskich himalaistów w góry wysokie pełniły bardzo ważną rolę logistyczną – przewoziły z Polski, przez Europę, Bliski Wschód, aż do Azji niezbędny ekwipunek wspinaczkowy, a także polski prowiant. Bardzo często pasażerami tych ciężarówek byli również uczestnicy wyprawy – alpiniści, których w ówczesnym ustroju politycznym nie stać było na przebycie powyższej trasy samolotem.

– Polski Jelcz przyczynił się do realizacji wielu polskich górskich ekspedycji. Dzięki wielu godzinom rozmów z kierowcami wypraw oraz spotkań w środowisku górskim naliczyłem i skompletowałem wiedzę o czternastu wyprawach Jelczem w Himalaje, Karakorum, ale także do Afganistanu i Afryki. Szczególnie ważny dla osiągnięć Polaków wydaje się pierwszy wyjazd modelem prototypowym pozyskanym z Jelczańskich Zakładów Samochodowych. – wyjaśnia Maciej Pietrowicz, pomysłodawca wyprawy Jelczem w Himalaje.

Jelcz w pigułce

Historia polskich samochodów ciężarowych i autobusów z Jelczańskich Zakładów Samochodowych sięga początku lat 50. ubiegłego wieku. Przez wiele lat tamtejsza fabryka nosiła wiele nazw, a jej mury opuściły pojazdy wielu marek – jak choćby Lubliny, Stary i Żubry. Właśnie na bazie tego ostatniego, a dokładnie modelu A80, powstała doskonale znana w Polsce ciężarówka Jelcz 315, produkowana w latach 1968-1982.

Jelcz 315 wyposażony był w 6-cylindrowy silnik wysokoprężny produkowany w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu na licencji uzyskanej od brytyjskiej firmy Leyland. Pojemność silnika wynosiła 11100 cm3 i generowała moc 200 KM przy 2200 obr./min. Średnie zużycie paliwa oscylowało w okolicach 28 l/100 km, a prędkość maksymalna ciężarówki wynosiła 87 km/h. Jelcze wyposażano w 5-biegowe skrzynie z Fabryki Przekładni Samochodowych w Tczewie, natomiast most tylny pochodził z węgierskiej Raby. W porównaniu do Żubra, na bazie którego powstawała nowa ciężarówka, w budowie Jelcza zastosowano nowocześniejsze sprzęgło i hamulec pomocniczy, a także użyto dwuobwodowego układu hamulcowego. Nowością było zastosowanie w układzie kierowniczym hiszpańskiej przekładni ze wspomaganiem hydraulicznym. W celu poprawy komfortu jazdy kierowcy wprowadzono… ogrzewanie kabiny i większe wycieraczki szyb przednich.

Pamieć o polskich himalaistach

Pierwszą wyprawą Jelcza 315 w góry wysokie był wyjazd do Afganistanu w w 1971 r. na Noszak w paśmie Hindukusz. Kierowcą był wówczas Tadeusz Barbacki, wieloletni pracownik fabryki Jelcza w sektorze centrum badań i rozwoju pojazdów tej marki. Brał on także udział w ekspedycjach w Himalaje i Karakorum m.in. na Broad Peak 1975, Manaslu 1980 i Himalchuli 1985. Na niektórych wyprawach korzystano z modelu Jelcza 316 z tzw. trzecią osią wleczoną. Przykładem jest ekspedycja pod kierownictwem Andrzeja Zawady na Lhotse w 1974 r., gdzie kierowcą pojazdu był Mirosław Wiśniewski. Polskie fabryki samochodów ciężarowych chętnie współpracowały z alpinistami w tego typu wyprawach i wypożyczały pojazdy, ze względu na to, że był to świetny poligon doświadczalny dla pojazdów, a także wyjątkowa forma reklamy na rynkach Dalekiego Wschodu.

Jednym z celów powstania fundacji „Pietrowicz Śladami Uczestnikiem” jest propagowanie polskich tradycji wspinaczkowych w górach wysokich. Rok 2020 to okrągła, 40. rocznica zimowego zdobycia przez Polaków Mount Everestu i świetna okazja do uczczenia tego wydarzenia wyprawą Jelczem śladami ówczesnych himalaistów.

– Pomysł wyjazdu Jelczem w Himalaje narodził się w Jeleniej Górze – to stamtąd w 1979 r. wyruszyła Pierwsza Jeleniogórska Wyprawa w Himalaje na Annapurna South. Wówczas w trasę Jelczem 315 z Jeleniej Góry do Nepalu wyjechało dziewięciu uczestników. Kierowcą wyprawy był Wiktor Szczypka, który nie oddał kierownicy ciężarówki przez całą podróż. Z Jeleniej Góry pochodził także Marian Sajnog, kierowca wypraw, który wyruszył m.in. na wiosenną wyprawę na Mount Everest w 1980 r. – opowiada Maciej Pietrowicz – Dzięki rozmowom z uczestnikami tamtych eskapad mamy możliwość poznać logistyczny aspekt wypraw z ubiegłego wieku. Realizując wyjazd w 2020 r., jeszcze raz Jelczem do Nepalu, mamy możliwość przypomnieć realia tamtych czasów. Niezwykle cenną staje się uwaga Krzysztofa Wielickiego, ambasadora naszego projektu, który podkreślał także element edukacyjny projektu, zwłaszcza dla młodego pokolenia, które może nabrać dystansu do tego, jak kiedyś odbywało się organizowanie wypraw i porównać, jakie możliwości mamy w dzisiejszych czasach.

Obecnie, w skład ekipy wyprawowej wchodzą trzy osoby. Oprócz Macieja Pietrowicza jest to Arkadiusz Peryga, główny mechanik i kierowca projektu, który zrekonstruował Jelcza i doprowadził go do stanu umożliwiającego jazdę. To on będzie także odpowiedzialny za wszelkie prace remontowe i stan techniczny ciężarówki podczas podróży. Trzecim uczestnikiem wyjazdu jest Krzysztof Czaplicki – przyjaciel Jerzego Pietrowicza, uczestnika wyprawy w Himalaje z 1979 r. i ojca Macieja Pietrowicza. Jego najważniejszym zadaniem jest wspieranie wiedzą i doświadczeniem, które zdobył jako organizator i uczestnik wyjazdów w najwyższe góry świata ponad 40 lat temu.

Jelcz, przygotowywany do wyprawy, to również model z serii 300. Jest on dopuszczony do ruchu i przygotowany technicznie do poruszania się po drogach Polski. Przez uczestników ekspedycji został zaadaptowany na styl himalajski.

– Jest to między innymi specjalnie dobrana kolorystyka, plandeka oraz specjalny bagażnik na dachu nazywany potocznie „Burubuhajką”. To tam nasi himalaiści wieźli podręczne bagaże, służył on także jako miejsce klimatyzowane do jazdy, ponieważ w tamtym rejonie upały stanowiły poważny dyskomfort dla kierowców. Często z tego powodu kabina była okładana mokrymi, polanymi wodą, workami jutowymi. Tak radzono sobie w ubiegłym wieku bez klimatyzacji. – opowiada Pietrowicz.

To jednak nie są jedyne i ostatnie zabiegi, którym poddany zostanie ponad 40-letni Jelcz. Zagadnienia do weryfikacji obejmują układ napędowy, paliwowy, silnik, pneumatykę, układ chłodzenia i zawieszenie.

– Nasze dętkowe opony nie przejadą tej trasy. Sam układ hamulcowy wymaga szczególnej uwagi. Na pewno muszą być założone nowe bębny hamulcowe, komplety szczęk z okładzinami, a także wymienione oraz zabrane na zapas siłowniki zarówno na przód, jak i membranowo-sprężynowe na tył. Osprzęt silnika i układ napędowy także wymaga szczególnej uwagi. – wylicza pomysłodawca projektu – Idąc za doświadczeniem kierowców wypraw i zasobu części zamiennych, które ze sobą wieźli w ubiegłym wieku, na naszej skrzyni załadunkowej nie może zabraknąć zapasowego alternatora, sprzęgła i napędu, rozrusznika, a także sprzęgła pompy wtryskowej. Model podwieszanej 5-biegowej skrzyni biegów w tym pojeździe słynie z tzw. zakleszczania – jako nieodzowny element także musi znaleźć się na liście części zamiennych. Chcielibyśmy przed wyjazdem wymienić także kompletne sprzęgło. Po jego rewizji wymianie ulegnie tarcza, docisk sprzęgła, łożyska oporowego i przewodów, a także tarcza cierna koła zamachowego.

Jak podkreślają uczestnicy wyprawy „Pietrowicz Śladami Uczestników”, Jelcz mający pokonać trasę ponad 10 000 kilometrów, nie zostanie doposażony w żadne nowoczesne systemy wspomagające jazdę kilkunastotonową ciężarówką

– Podróż Jelczem, zrekonstruowanym historycznym samochodem będącym pomnikiem polskiej myśli technologicznej, nadaje projektowi miano „Mobilnego Pomnika Złotej Ery Polskiego Himalaizmu”. To w takiej formie będziemy o tym przypominać w każdym kraju, na naszej trasie przejazdu przez Europę, Bliski Wschód – aż do Nepalu. Jest to wyprawa mająca cel, charakter i głębszą ideę propagowania wspaniałej historii polskiego himalaizmu oraz spektakularnych osiągnięć – dziesięciu z czternastu ośmiotysięczników zdobytych zimą przez Polaków. Tylko zachowując pojazd w stanie faktycznie odpowiadającym jego poprzednikom odda tej wyprawie sens. – podkreśla pomysłodawca wyprawy.

Planowana trasa jest bliźniacza do tej, którą pokonywali uczestnicy wyprawy z Jeleniej Góry na Annapurna South w 1979 r.

– Kraje przez które przejedziemy to Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Turcja, Iran, Pakistan i Indie. Nie ukrywam, że w tym elemencie kieruję się także sentymentem, ponieważ dokładnie takim Jelczem w 1979 r. przebył drogę mój ojciec Jerzy Pietrowicz – uczestnik wyprawy – opowiada Maciej Pietrowicz.

Tradycje himalaizmu są bardzo ważne dla Macieja Pietrowicza. Jego ojciec, Jerzy Pietrowicz, był uczestnikiem wielu wypraw w Himalaje, które dokumentował na kliszach fotograficznych. Jedną z tragiczniejszych byłą wyprawa na Annapurna South w 1979 r., podczas której zginęło trzech polskich himalaistów.

– Wydaję mi się, że z perspektywy historii oraz wydarzeń, jakie słyszałem o moim Ojcu, na pewno najważniejszą dla niego byłaby wyprawa na Annapurna South. Uratowała go kontuzja, nie potrafię sobie wyobrazić, co mógł czuć, jak wracał tą ciężarówką do Polski. Wśród wielu pamiątek po moim ojcu odszukałem także bardzo wiele fotografii, slajdów z kilku jego wypraw w Himalaje. Oprócz Annapurna South w 1979, chciałbym stworzyć w Jelczu, na skrzyni ładunkowej, wernisaż fotografii także z wypraw na Trisul 1982, Lathok 1984 oraz Szywling 1986. – wylicza Pietrowicz.

Pomoc dla poszkodowanych w trzęsieniu ziemi

Wyprawa śladami uczestników złotej ery polskiego himalaizmu i dbanie o pamięć o tych osiągnięciach to nie jedyny powód istnienia fundacji Macieja Pietrowicza. Jej uczestnicy nie mają w planach wspinaczki wysokogórskiej.

– Fundacja Pietrowicz Śladami Uczestników w swoich celach ma także pomoc rzeczową i finansową dla dzieci ze szczególnym uwzględnieniem społeczności w Nepalu. W 2019 r. podczas ostatniego wyjazdu odwiedziliśmy pewien przytułek po trzęsieniu Ziemi w Kathmandu. Podróż przebiegała samolotem, w plecakach mieliśmy kilka komputerów będących prezentami dla potrzebujących. – opowiada Pietrowicz – Jelczem w Himalaje w 2020 r. wykorzystamy naszą ogromną skrzynię załadunkową, do której chcielibyśmy wpakować dużo więcej, aby zawieźć dary dla Nepalu w związku z piątą rocznicą trzęsienia ziemi. Zależy nam na podarunkach, które mają największą wartość z punktu widzenia właśnie tamtych dzieci, które czekają na naszą kolejną wizytę. Przedmioty mogące wesprzeć ich edukację oraz rozwój są w Polsce dostępne w każdym sklepie. Wierzę, że znajdą się osoby, które zechcą być częścią naszego projektu także i w tej kwestii.

Każdy może wesprzeć działalność fundacji Pietrowicz Śladami Uczestników. Jedną z możliwości jest wsparcie finansowe projektu – wszelkie szczegóły dostępne są pod adresem http://www.jelczemwhimalaje.pl/. Na stronie internetowej można także wziąć udział w aukcji pamiątek przekazanych przez himalaistów. Jest jeszcze inna możliwość:

– Wciąż poszukujemy partnerów projektu, którzy zechcieliby się przyłączyć do współtworzenia tej szczytnej idei i historycznego rajdu. W dzisiejszych czasach nie borykamy się wprawdzie z brakiem dostępu do waluty amerykańskiej, nie możemy jednak sprzedawać w drodze kurtek puchowych i innych dóbr, aby pozyskać fundusze na olej napędowy – tak jak to robili uczestnicy wypraw w ubiegłym wieku. Nasza lista potrzeb jest dokładnie sprecyzowana, a przy wsparciu z sektora prywatnego i odpowiednim zaangażowaniu uda się odpowiednio przygotować nasz pojazd wraz z niezbędnymi częściami zamiennymi. – podsumował Maciej Pietrowicz.

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w artykule pochodzą z prywatnego archiwum Macieja Pietrowicza. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!