Kampania społeczna „Bez chemii na drodze” pomija kierowców zawodowych?

, 12 listopada 2020, 13:00

Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii zainicjowało ogólnopolską kampanię społeczną „Bez chemii na drodze”. Jej realizacją zajęła się Fundacja Poza Schematami. Celem jest rozpowszechnianie informacji na temat ryzyka związanego ze skutkami używania substancji psychoaktywnych na drodze. Pod koniec października zorganizowano więc konferencję prasową, której treść okazała się jednak co najmniej zadziwiająca…

Dla wszystkich i dla nikogo – ile wnosi kampania „Bez chemii na drodze”

Kampania „Bez chemii na drodze”, adresowana jest do wszystkich uczestników ruchu drogowego, kierowców, pasażerów i innych użytkowników dróg, a także do rodziców dzieci i nastolatków, którzy będą w przyszłości, bliższej lub dalszej, korzystać z dróg jako kierowcy.

Podstawowymi narzędziami do oddziaływania na zjawisko korzystania z substancji psychoaktywnych w ruchu drogowym są np. prewencyjne kontrole drogowe, penalizacja (uznanie przez ustawodawcę danego czynu za karalny przyp. red.) oraz działania profilaktyczno-edukacyjne, w skład których wchodzą kampanie społeczne.

Działania tej konkretnej kampanii zostały zaplanowane na 2020 rok. W tym czasie prowadzone były badania dotyczące skali problemu używania substancji psychoaktywnych przez kierowców (narkotyków, alkoholu oraz leków), a także przyzwolenia społecznego na podejmowanie działań na drodze po ich zażyciu.

– Badania, które stosunkowo niedawno przeprowadziliśmy, zwróciły naszą uwagę na podstawową kwestię, która chyba do tej pory nie była przez nas poruszana. Bardziej zwracaliśmy się do poczucia odpowiedzialności, zwracaliśmy się do kierowców i nagle w tych badaniach odkryliśmy coś, o czym wszyscy chyba intuicyjnie wiedzieliśmy, bo obserwujemy to na co dzień w naszym życiu. Bardzo duże przyzwolenie społeczne do tego, żeby wsiadać za kierownicę pod wpływem alkoholu lub innych substancji. Te badania pokazały, że kilkanaście procent z nas zna ludzi, którzy w zasadzie prawie na co dzień wsiadają za kierownicę pod wpływem substancji zmieniających świadomość – mówił podczas niedawnej konferencji prasowej dr Piotr Jabłoński, dyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Odkrycie w badaniach czegoś, o czym „wiedzieliśmy już wcześniej” wydaje się – jak dotychczas – największym osiągnięciem prowadzonej kampanii. Podczas trwającej ponad pół godziny konferencji prasowej nie przedstawiono danych, które obiektywnie moglibyśmy uznać za coś nowego czy zaskakującego. Poznaliśmy za to cele akcji. Wydaje się, że podobne założenia kampanii informacyjnych również widzieliśmy już wcześniej…

Jakie są cele kampanii?

Na stronie bezchemiinadrodze.pl możemy przeczytać, że kampania ma na celu:

  • poprawę wiedzy kierowców na temat prawnych konsekwencji i ryzyka wiążącego się z
    prowadzeniem pojazdów pod wpływem alkoholu, środków odurzających, substancji
    psychotropowych i nowych substancji psychoaktywnych;
  • wzrost liczby uczestników ruchu drogowego deklarujących brak akceptacji dla używania substancji psychoaktywnych;
  • wzrost poziomu wiedzy rodziców dzieci i młodzieży szkolnej na temat roli mechanizmu modelowania w kształtowaniu bezpiecznych zachowań dzieci i młodzieży w ruchu drogowym;
  • wzrost kompetencji rodziców dotyczących monitorowania zachowań dziecka oraz wyznaczania i egzekwowania ustalonych zasad.

Podczas konferencji prasowej przeprowadzonej w drugiej połowie października, przedstawiono wyniki badań, które można podsumować mianem „mało odkrywczych”. Dlaczego? Głównie skupiono się na alkoholu, zostały przytoczone dane, które przedstawiają ilość litrów wypijanych w Polsce oraz strukturę spożycia – czyli, po jaki rodzaj alkoholu sięgamy najchętniej.

– 3,3 mln zgonów na świecie, każdego roku, jest wynikiem nadużywania alkoholu. Polska należy do krajów, w których poziom konsumpcji, w porównaniu ze średnim spożyciem w regionie UE, jest obecnie bardzo wysoki. Spożycie w wysokości ponad 11 litrów czystego, 100% alkoholu osiągnęliśmy w ubiegłym roku i myślę, że w tym roku nie jest mniej. To powinno zastanowić – przedstawia dr n. med. Bogdan Woronowicz. – W latach osiemdziesiątych, kiedy ukazały się pierwsze informacje na temat ilości spożycia alkoholu, okazało się, że spożywaliśmy wtedy ok. 8,6l alkoholu na osobę. Później był spadek, na przełomie lat 80/90, zeszliśmy do 6 litrów, a w tej chwili jest to ponad 11 – dodaje dr Woronowicz.

Temat jazdy pod wpływem narkotyków potraktowano jeszcze bardziej ogólnikowo, by nie powiedzieć pominięto… Nie zostało przedstawionych zbyt wiele informacji oprócz nazw czterech rodzajów narkotyków i pobieżnego określenia ich działania, zamkniętego w kilku zdaniach. Bardziej skupiono się na lekach często wykorzystywanych przy leczeniu problemów natury psychicznej.

– Samochody prowadzone są też po spożyciu innych substancji psychoaktywnych. Bardzo często mogą to być leki na receptę. Leki uspokajające, nasenne, neuroleptyki, przeciwbólowe, przeciwpadaczkowe. Najczęściej są to benzodiazepiny, które mają działanie przeciwlękowe, uspokajające i nasenne. W zależności od dawki mogą powodować nadmierną senność, zaburzenia koncentracji, uwagi, spowolnienie itp. Itd. – mówi dr Woronowicz.

Dlaczego mamy problem z kampanią „Bez chemii na drodze”?

Liczyliśmy na to, że nowa społeczna kampania, finansowana ze środków publicznych będzie odpowiedzią na współczesne problemy obserwowane wśród kierowców zawodowych. Po głośnych skandalach związanych z wykryciem zażywania środków psychoaktywnych przez kierowców autobusów w Warszawie, spodziewaliśmy się zaproponowania rozwiązań, które pozwolą uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości.

Tymczasem kampania wydaje się prowadzona zupełnie z pominięciem wątku kierowców zawodowych, tak jakby problem ich w ogóle nie dotyczył. A przecież to właśnie zawodowi kierowcy ze względu na charakterystykę swojej pracy – odosobnienie, presję czasu, stres są szczególnie podatni na zagrożenia związane z pokusą korzystania ze środków zmieniających świadomość czy też chwilowo redukujących zmęczenie. Warto wspomnieć, że bardzo często otrzymujemy informacje np. od Inspekcji Transportu Drogowego o kierowcach ciężarówek, którzy powodują wypadki pod wpływem alkoholu lub zostają złapani podczas rutynowej kontroli.

Problem marginalny z pewnością nie jest, jednak z konferencji organizatorów kampanii nie dowiedzieliśmy się niczego na jego temat, ponieważ badania ograniczyły się do stwierdzania faktów nadużywania alkoholu w Polsce i liczenia sklepów, które je oferują.

– Myślę, że sama polityka dostępności alkoholu, nie jest do końca przemyślana. Dlatego, że zamiast mieć jeden punkt sprzedaży na 1,5 tys. osób – jak sugeruje WHO, mamy  jeden punkt na 273 osoby. Mogę przypomnieć, że kiedy w 2000 roku wyszła pierwsza ustawa dotycząca ograniczania spożycia alkoholu, to wtedy mówiło się o 1 punkcie sprzedaży na 2,5 tys. mieszkańców – wyliczał dr. Woronowicz podczas konferencji prasowej.

Warto zaznaczyć, że kampania jest realizowana w ramach Narodowego Programu Zdrowia i współfinansowana ze środków Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych, będących w dyspozycji Ministra Zdrowia w ramach konkursu przeprowadzonego przez Krajowe Biuro do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii.

Inicjatorem kampanii jest Krajowe Biuro do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii, a realizatorem Fundacja Poza Schematami. Kampania jest współfinansowana w ramach Narodowego Programu Zdrowia.

Mówiąc wprost, z pieniędzy podatników przeprowadzono kampanię, która nie rzuciła nowego światła na problem siadania za kierownicą po alkoholu lub narkotykach, przedstawiła fakty, które nie są nowością, a także pominęła w przekazie jedną z najliczniejszych grup kierowców. Z oceną rezultatów kampanii poczekamy do jej zakończenia. Musimy jednak przyznać, że początkowy jej etap nieco nas rozczarował.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!