Brexit w transporcie: sytuacja się unormuje?

15 lutego 2021, 12:15

Najbardziej widoczną konsekwencją Brexitu dla TSL jest przywrócenie kontroli granicznych w przewozie dóbr pomiędzy krajami Wspólnoty i Wielką Brytanią. To spowodowało, że na przełomie roku kierowcy utknęli w kilometrowych kolejkach, a święta, zamiast w domu, spędzili w kabinach ciężarówek. Choć początku zmian nie należy zaliczyć do udanych, zdaniem Tomasza Czyża, eksperta GBox z Grupy INELO, sytuacja wkrótce powinna wrócić do normy.

Brexit, który ze względu na niekończące się zmiany daty stał się tematem dowcipów, po wejściu w życie dla transportowców okazał się raczej koszmarem. Komplikacje i wymogi celne spowodowały, że zarówno wielu eksporterów, jak i importerów zerwało współpracę z brytyjskimi firmami, szukając alternatywnych dostawców i odbiorców na terenie Unii.

Od początkowego szoku minęły już dwa miesiące. W tym czasie przedsiębiorcy zaczęli oswajać się z procedurami i wypracowywać własne ścieżki pokonania granicy. Szczególnie ożywione dyskusje pojawiają się w grupach dla kierowców w mediach społecznościowych. Tam zainteresowani dzielą się wskazówkami i wypracowanymi w tak krótkim czasie dobrymi praktykami.

Wyspecjalizowane spedycje zbierają plony

Jednak z Brexitem najlepiej radzą sobie firmy, które porad szukają nie tylko na forach, ale i w przepisach. Spokojnie mogą spać ci przedsiębiorcy, którzy odpowiednio wcześnie podpisali umowy z agencjami celnymi i poświęcili czas na dogłębną interpretację nowego prawa. To głównie firmy, które od dawna specjalizowały się w transporcie do Wielkiej Brytanii lub przyzwyczajeni do zmian globalni gracze, mający za sobą sztab specjalistów ds. administracji.

– Problemy mogą napotkać podwykonawcy i mniej wyspecjalizowani zleceniodawcy, ale to tylko kwestia czasu, aż wszyscy jeżdżący do Wielkiej Brytanii nauczą się, jakich formalności należy dopełnić, żeby przejazd odbył się bezproblemowo. Najprawdopodobniej za kilka miesięcy wszystko wróci do normy, choć w tym czasie należy uzbroić się w cierpliwość – komentuje Tomasz Czyż, ekspert GBox, Grupa INELO

Praktyka pokazuje, że firmy, którym udało się opanować nowe procedury radzą sobie sprawnie: znają wymaganą listę dokumentów i zgłoszeń, a ich kierowcy wiedzą, gdzie wykonywać obowiązkowe i bezpłatne testy na Covid.

– Odprawy celne nie są nowością i odbywają się także na innych granicach z Unią. Warunkiem ich przejścia jest posiadanie kompletu dokumentów. To, jakie dokładnie są to formularze, stanowi obecnie największe wyzwanie. Szczególnie wiele kontrowersji wzbudza uzyskanie numerów MRN i LRN – dodaje Tomasz Czyż.

Eksperci GBOX i INELO podkreślają, że choć kwestie związane z uzupełnieniem dokumentacji zajmują teraz o wiele więcej czasu, niektóre formularze wystarczy wypełnić tylko raz, np. dokument pełnomocnictwa. W innych sytuacjach, jak np. w przypadku opisu towarów, wystarczy uzupełnienie formularzy w języku krajowym. Przypominają również, że warunkiem koniecznym przekroczenia granicy z Wielką Brytanią jest wyrobienie przez kierowcę paszportu, często pierwszego w życiu. Od 1 stycznia 2021 roku dowód osobisty nie umożliwia już wjazdu na Wyspy.

Mniej przewoźników chętnych na Wyspy

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii, pomimo podpisania szeregu porozumień i umów o współpracy, spowodowało kompletną reorganizację procedur i wymagań prawnych w kwestii przewozów. To w praktyce spowodowało wyraźny spadek liczby przewoźników gotowych realizować przewozy na Wyspy. Brak orientacji w wymaganych dokumentach i procedurach oraz ograniczona dostępność agencji celnych to problem nie tylko kontynentalnych przewoźników. Brexit stanowi wyzwanie także dla brytyjskich zleceniodawców, którzy nie znając obowiązujących wymagań, próbują zrzucić formalności na przewoźników lub spedycję. Koło się zamyka. W efekcie często kierowcy wracają do Unii „na pusto”, ponieważ nie chcą brać na siebie odpowiedzialności dopilnowania dokumentacji. W odpowiedzi nadawcy towarów podnoszą stawki, żeby w ogóle znaleźć przewoźników chętnych na pokonanie granicy.

– Gigantyczna barierę stanowią też gwarancje vatowskie, które przewoźnicy muszą założyć przed wjazdem na Wyspy. W zależności od towaru, kwoty sięgają setek tysięcy złotych – podsumowuje Tomasz Czyż.

Nowe technologie pomagają przyzwyczaić się do zmian

Nawet najlepiej przygotowany i udokumentowany fracht może napotkać na granicy z Wielką Brytanią na wielogodzinne kolejki. Dopóki wszyscy przewoźnicy nie przyswoją nowych regulacji, to całkiem możliwy scenariusz. Czas stracony na granicy można próbować odrobić na trasie. Tu z pomocą przychodzi telematyka i systemy ETA, dzięki którym kierowcy pojadą krótszymi trasami monitorowanymi w czasie rzeczywistym.

– Szczególnie przydatne okazują się narzędzia pozwalające określić przewidywany czas przyjazdu samochodu z towarem, czyli tzw. ETA. Dzięki nowoczesnym algorytmom, które wezmą pod uwagę sytuację w Dover przewoźnicy czy spedycje są w stanie bardziej precyzyjnie poinformować swoich kontrahentów kiedy towar dotrze do bazy. Dodatkowym atutem, pozwalającym przyspieszyć procedury na granicy będzie moduł elektronicznego obiegu dokumentów. Jeżeli na przejściu granicznym okaże się, że nie mamy jakiegoś potrzebnego formularza, to przesłanie go drogą elektroniczną może uchronić nas przed kilkugodzinnym postojem  – dodaje Tomasz Czyż.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!