e-TOLL przygotowany lepiej niż viaTOLL? Oczywiście, że nie…

, 30 sierpnia 2021, 23:59

10 lat temu wprowadzono system viaTOLL, który pogrążył w chaosie polski transport drogowy na prawie dwa lata. Problemy z regulowaniem płatności, nieuzasadnione, wielotysięczne kary nakładane w wyniku błędów oprogramowania. Można pomyśleć, że dekadę później, podczas wprowadzania kolejnego systemu poboru opłat – e-TOLL – wnioski płynące z setek niepoprawnych decyzji zostaną odpowiednio wyciągnięte i powtórka z rozrywki nie będzie nas czekać. Nic bardziej mylnego.

W wypadku viaTOLL problemy utrzymywały się przez półtora roku. Rządzący udawali, że wszystko jest w porządku i nawet Najwyższa Izba Kontroli zdawała się zamiatać temat pod dywan – mówi Maciej Wroński, prezes Transport i Logistyka Polska.

Wszystko wskazuje na to, że i tym razem, podczas wprowadzenia nowego systemu e-TOLL historia zatoczy koło. Osoby odpowiedzialne  za wdrożenie nowego oprogramowania oraz rozwiązań mających na celu zwiększenie wpływów za użytkowanie autostrad do skarbu państwa popełniają praktycznie te same błędy co ich poprzednicy przy uruchamianiu viaTOLL.

Lata planowania i górnolotnych komunikatów

Echa donoszące o pojawieniu się nowego systemu poboru opłat na polskich drogach dochodziły do nas już od dłuższego czasu. Rząd zapowiadał nowoczesne rozwiązanie, które będzie oparte na systemie GPS, dzięki czemu pobrana zostanie opłata za każdy przejechany przez nas kilometr odcinka płatnego. Jak zapowiadał państwowy portal etoll.gov.pl „system e-TOLL oparty jest na technologii wyznaczania pozycji pojazdu przy zastosowaniu pozycjonowania satelitarnego. System dla użytkowników pojazdów lekkich dostępny będzie na odcinku autostrady A2 Konin – Stryków i na odcinku autostrady A4 Wrocław – Sośnica”. Co więcej, kierowca pojazdu miał mieć możliwość wyboru pomiędzy mobilną aplikacją, dostępną na każdy smartfon oraz dwoma urządzeniami, montowanymi bezpośrednio „na stałe” w danym pojeździe (ZSL), a także osobnym terminalem, który musimy mieć w kabinie podczas przejazdu płatnym odcinkiem (OBU).

Postawa rządu: nie róbmy z tego tematu zagadnienia

– Przejście na nowy system 1 października w tej chwili jest po prostu niemożliwe. Jedyny aspekt systemu, który jest w miarę dostępny to aplikacja. Niestety, rejestracja w systemie to koszmar, a takie incydenty jak brak funkcjonalności aplikacji przez pół dnia mają miejsce cały czas. Dodajmy do tego uciążliwy system pre-paid. Największym problemem w tej chwili jest brak OBU i ZSL na rynku. Co więcej, Ci nieliczni którym udało się nabyć jeden z wymienionych wyżej systemów i tak z niego nie skorzystają, ponieważ urządzenia te trzeba zainstalować w pojazdach, a warsztaty zajmujące się tym tematem nie mają mocy przerobowych. Na dodatek praktycznie żaden operator kart flotowych nie może zapewnić płatności w ramach systemu e-TOLL. Jednym słowem: dramat – komentuje Maciej Wroński, prezes TLP.

Jak w takim razie wyglądają komunikaty rządu? Nic się nie dzieje, nie ma o czym mówić. Oficjalna strona systemu e-TOLL zachwala jego możliwości, obiecując np. kierowcom zawodowym „wygodny wybór” szerokiego wachlarza urządzeń oraz rozwiązań, które w prosty sposób umożliwią bezproblemowe oraz praktycznie bezobsługowe korzystanie z płatnych odcinków autostrad. Informacje PR-owe z podobnym, optymistycznym i radosnym komunikatem, przygotowanym przez rządowe agencje, zostały opublikowane w wielu portalach internetowych. W praktyce wygląda to jednak tak:

Powyżej usunięty rządowy komunikat, w którym jesteśmy zapewniani o możliwości płacenia kartą flotową za korzystanie z systemu. Wymieniono kilku czołowych operatorów flotowych. Informacja okazała się nieprawdą. e-TOLL nie nawiązał współpracy z żadnym operatorem kart flotowych. Sprawę nagłośniło wielu użytkowników Twittera, w tym Maciej Wroński z TLP. Komunikat niedługo później został nieudolnie zdjęty ze strony. Nieudolnie, bo informatycy pozostawili po nim adres URL, który w tym momencie zwraca błąd 404.

Aplikacja mogła uratować e-TOLL. Gdyby działała…

Brak urządzeń rejestrujących opłaty, wyraźne zaniedbania podczas kształtowania się nowego rozwiązania, chaos komunikacyjny – to nie wszystko. Ostatni bastion systemu e-TOLL to mobilna aplikacja, która mogłaby uratować cały ambaras. Dobrze zaprojektowane API w zupełności wystarczyłoby do obsługi płatności i rejestrowania położenia pojazdu. Co więcej, w XXI wieku mało który kierowca zawodowy wyrusza w trasę bez smartfona. Podsumujmy: w tej chwili z viaTOLL korzysta półtora miliona kierowców. OBU z ZSL na rynku mamy kilka tysięcy. 30 dni do obowiązku korzystania z e-TOLL. Tymczasem, aplikację ściągnęło ok. 50 tysięcy osób, a jej opinia to porażające 1,5/5. Praktycznie każdy komentarz jest negatywny. Co znowu poszło nie tak? Przyjrzyjmy się doświadczeniom pierwszych użytkowników tego „ułatwienia”:

Wojciech Z.: „Kto podjął decyzję o udostępnieniu tej aplikacji użytkownikom? Ktoś w ogóle testował tę aplikację? Proces rejestracji jest bardzo skomplikowany, strona WWW generuje błędy”.

jott2004: „Gorszej aplikacji i systemu rejestracji jeszcze nie widziałem. Dlaczego nie można ustawić karty do płatności tak, aby system po zjeździe sam pobrał opłatę tylko trzeba robić przedpłaty? Przed wjazdem na płatny odcinek trzeba ręcznie w aplikacji uruchomić przejazd. To niewygodne i niebezpieczne”.

Artur S.: „Nie można dodać pojazdu z samej aplikacji, trzeba dodatkowo logować się na stronie. Całkowita katastrofa”.

Aby uruchomić rządową aplikację musimy przejść przez skomplikowany proces rejestracji nie tylko na naszym smartfonie. W tej długiej, morderczej drodze do założenia konta będziemy musieli jeszcze odwiedzić dedykowaną witrynę internetową. Ta bardzo często zwraca błędy. A to powoduje, że musimy zacząć wszystkie czynności od początku. Mało tego, jak już wspomnieli pierwsi użytkownicy w komentarzach powyżej, nie da się podpiąć karty, by nasza opłata ściągnęła się automatycznie po przejeździe. Musimy wykonać przedpłatę w wysokości 120 złotych. Kierowcy zawodowi, którzy codziennie pokonują setki kilometrów po autostradach raczej nie będą w tym widzieć dużego problemu. Ale postawmy się na miejscu rodziny wracającej z wakacji – czy zapłacą 120 złotych by wykorzystać odcinek autostrady za 40 zł? Po co mrozić 80 zł w aplikacji, z której skorzystają raz w roku? Największym zaskoczeniem są doniesienia kierowców zawodowych na temat funkcjonowania samych bramek. Na niektórych odcinkach otwierane są one ręcznie – pracownicy wiedzą, że aplikacja nie działa prawidłowo i po prostu puszczają pojazdy mające problem z uregulowaniem płatności. Takie rewelacje spotkamy również w komentarzach na sklepie Google, gdzie dostępna jest do pobrania rządowa aplikacja.

Jak było z viaTOLL i co może nas czekać przy e-TOLL?

Wszystko wskazuje na to, że podążamy dokładnie tym samym schematem. Wdrożenie nowego systemu poboru opłat w naszym kraju równa się kilkanaście miesięcy problemów i błędnego działania. Przypomnijmy sobie więc, jakie atrakcje dekadę temu zgotował nam ówczesny viaTOLL.

Zacznijmy od tego, że zamiast od początku budować system z prawdziwego zdarzenia postawiono na prowizorkę. Ponieważ stawiając bramownice nie zabezpieczono podłączenia ich do sieci energetycznej, do zasilania ultraczułej elektroniki użyto agregatów na olej napędowy. Finalnie agregaty okazały się łatwym i intratnym łupem dla złodziei. System informatyczny zupełnie nie działał. Pokazywał na przykład 2 naruszenia w ciągu godziny przy punktach odległych o 400 kilometrów. Przejechanie jednej bramki potrafiło wiązać się z naliczeniem 70 naruszeń. Przejazd drogą równoległą, do tej obsługiwanej przez system viaTOLL również mógł zakończyć się przyznaniem naruszenia – mówi Maciej Wroński, prezes TLP.

Obecnie, jedynie co możemy zrobić, to obserwować dalszy rozwój wypadków. Ostatnio dość często podsumowujemy tym zdaniem podobne materiały, co sprowadza nas do smutnej refleksji, że musi upłynąć jeszcze naprawdę dużo czasu, aby nasi rządzący w końcu wyciągnęli jakieś wnioski i przestali narażać kierowców oraz obywateli na straty. Czemu obywateli? Cóż, kto finalnie zapłaci za poprawki oraz naprawę błędów popełnionych przy implementacji e-TOLL? Finanse znajdą się w naszych podatkach. W nagrodę prawdopodobnie przez kilka najbliższych miesięcy będziemy mogli jeździć „za darmo”. Ustawa wprowadzająca e-TOLL do polskiego systemu legislacji zakłada „problemy z wdrożeniem” – okres błędnego działania może nie podlegać opłatom.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Krakus, 31 sierpnia 2021, 15:16 1 0

To tylko świadczy o tym jakie 1/2-główki rządzą tym krajem...

Odpowiedz