Polak na norweskich drogach – wywiad z kierowcą ciężarówki

, 26 lipca 2019, 14:30

Z jednej strony piękne widoki, z drugiej – niebezpieczne zakręty na górskich drogach. Świetne zarobki przypłacone bardzo dużym stresem i odpowiedzialnością. O tym, jak wygląda praca polskiego kierowcy w norweskiej firmie, o panujących tam warunkach i zasadach pracy rozmawiamy z Tytusem.

Dlaczego zdecydowałeś się na pracę kierowcy ciężarówki?

Tytus: Wychowywałem się w Ośrodku Kształcenia Kierowców Szkolmot mojego dziadka – firma ta istniała ponad 50 lat. Tam uczyłem też innych ludzi prowadzić wszelakie pojazdy, jednak jazda Starem 200 z przyczepą z łamanym dyszlem nijak ma się do prowadzenia czasem nawet 50-tonowego zestawu po Norwegii. Praca kierowcy ciężarówki zagranicą, a szczególnie jeżdżenie po Skandynawii, wiąże się z szybkimi i dobrymi pieniędzmi – nawet pięciocyfrowymi kwotami. Ja zdecydowałem się na taką pracę właśnie ze względu na wynagrodzenie.

Jak zaczęła się Twoja kariera kierowcy międzynarodowego? Po jakich krajach jeździłeś? 

Wcześniej, przed wyjazdem do Skandynawii, nie jeździłem nawet po kraju, nie miałem większego doświadczenia, chociaż prawo jazdy na ciężarówkę zrobiłem bardzo wcześnie jako młody chłopak. Rzuciłem się na głęboką wodę. To było jakoś w 2010 lub 2011 rok i w dodatku pod koniec roku – panowała już zima. Nie miałem wcześniej żadnego doświadczenia w jeździe po Europie, jeździłem tylko po Szwecji, Norwegii, Danii i Finlandii sporadycznie.

Jak mógłbyś opisać Szwecję i tamtejsze warunki?

Szwecja to jeden niekończący się las z szerokimi, równymi drogami. To także świetna infrastruktura dla kierowców – parkingi z toaletami, które są czyste, ogrzewane i oświetlane. Oczywiście na południu tej infrastruktury jest więcej, na północy nieco mniej.

Najbardziej urokliwą trasą jest oczywiście przejazd mostami do Szwecji – jeden ma około 16 km,  drugi ponad 20 km. Robią wrażenie będąc na środku, kiedy nie widzi się końca i początku. Do tego te mosty są dość wysoko nad wodą, są ogromne, biały most pośrodku morza. Oczywiście najfajniej, kiedy jest lekki sztorm. Może się wydawać to trochę nienormalne, ale ja poprzez tą jazdę po Norwegii szczególnie po górach mam chyba zawyżony poziom adrenaliny i podobają mi się takie rzeczy.

Dlaczego zdecydowałeś się ostatecznie na jazdę po Norwegii? Co o tym zdecydowało?

Tak jak mówiłem wcześniej, na jazdę po Norwegii zdecydowałem się ze względów czysto finansowych i warunków pracy. Mam tu możliwość wyboru systemu pracy, taki jaki mi pasuje. Jak wiadomo systemy pracy dla kierowców międzynarodowych są różne – 4/2, 3/1, 2/2, 6/2, 2/1. Ja wybrałem opcję 2 tygodnie w pracy i 2 tygodnie w domu. Moim zdaniem jest to najlepszy tryb dla higieny życia – można jednocześnie zarobić dobre pieniądze, trochę odpocząć i normalnie pożyć. Jest się w stanie zbudować jakąś życiową relację partnerską, a jak wiadomo wśród kierowców problemy z relacjami w życiu prywatnym są na porządku dziennym.

Wracając do warunków – pięciocyfrowe kwoty można zarobić nawet w 2 tygodnie na legalnej umowie. Dodatkowo raz w roku jest zwrot podatku, tzw. feriepege – to taki fundusz wczasowy odkładany po części z wypłaty i od pracodawcy. Można zatem stwierdzić, że to są dwie extra pensje w roku. Do tego wszystkiego emeryturę mogę mieć wypracowaną już po 10 latach pracy, co prawda najniższą, ale wiem że już ją mam i kończąc wiek emerytalny norweski, taki sam jak dla mężczyzn w Polsce, dostanę ta emeryturę, czego nie mogę być pewny ze strony naszego ZUSu.

Czy aby jeździć po norweskich trasach potrzebne są dodatkowe zaświadczenia? Jakie wymagania należy spełnić, żeby móc liczyć się z zatrudnieniem?

Aby jeździć po Norwegii nie potrzeba żadnych dodatkowych zaświadczeń czy uprawnień. Wystarcza ważne polskie prawo jazdy i aktualny paszport. Jedynym warunkiem jest oczywiście znajomość języka angielskiego, a jeszcze lepiej norweskiego. Oczywiście dobrze jest mieć doświadczenie w jeździe zestawem po Skandynawii, pracodawcy lepiej wtedy patrzą na takiego kandydata. Jeśli ktoś takiego nie ma, to patrząc po upływie kilku lat, jednak zalecałbym zdobyć je w jeździe po kraju czy Europie, a dopiero później próbować szczęścia zimą w górach w Norwegii. Choć mnie się udało i głównie zależne to było od nastawienia i ogromnej potrzeby wyplątania się z problemów, okupione to było na początku ogromnym stresem. A jeżeli już ktoś chciałby bez zimowego doświadczenia jeździć po norweskich trasach, to proponuję zacząć od wiosny i przez lato, jesień poznać drogi, a zimą zakładać przysłowiowego pampersa.

Norwegia kojarzy się wszystkim z pięknymi widokami. Czy możesz opisać tamtejsze drogi z punktu widzenia kierowcy ciężarówki?

Norwegia jest pięknym krajem. Ciężarówki jeżdżą tymi samymi drogami co inne auta, drogi są kręte, często bardzo wąskie – tak wąskie, że aby się minąć wykute są tzw. mijanki. To także piękne widoki, szczególnie kiedy przejeżdża się ze wschodu na zachód, w kierunku wybrzeża. Trzeba przejechać przez płaskowyż, który ciągnie się od samego południa aż na północ kraju. Jest też mnóstwo tuneli, chyba najwięcej w Europie, a najdłuższy ma 24 km na trasie do Bergen, w miejscowości Laerdal.

Ogromne wrażenie robią też niektóre budowle – mosty rozciągnięte nad fiordami, mostki łączące wyspy na wybrzeżu, Atlantic Rute czyli słynna droga atlantycka. Miałem przyjemność jechać co było super przeżyciem – to droga położona na wodach Oceanu Atlantyckiego rozciągnięta na małych wysepkach połączona mostkami. Do tego drogi, które się łącza w tunelach również potrafią zrobić z mózgu kompot. Jak to jest możliwe, że rondo w tunelu łączy trzy drogi, a na końcu jednej jest 2-kilometrowy most? Wjeżdża się do tunelu, skręca na rondzie i parę kilometrów dalej wyjeżdża się prosto z tunelu na ogromny most, po czym przejeżdża się go, żeby znów wjechać do tunelu objechać rondo w tunelu i za kolejne parę kilometrów wyjechać w swoim kierunku. Taka sytuacja ma miejsce na skrzyżowaniu dróg nr 7 i 13 na trasie na Bergen. Oczywiście serpentyny, agrafki są normalnością. Dla kogoś kto uwielbia takie widoki, a do tego jeszcze lubi zrobić fajne zdjęcie, taka jazda po Norwegii będzie ogromną przyjemnością. Jak to mówią TiR = turystyka i rekreacja!

Prowadząc kilkudziesięciotonowy zestaw nie na pejzaż najczęściej zwraca się uwagę. Jest też druga strona medalu.

To, co powiedziałem być może wygląda kolorowo, jednak poza świetnymi warunkami pracy i super widokami jazda takim ciężkim zestawem wcale do najłatwiejszych nie należy – szczególnie zimą. Chyba nie można posiadać układu nerwowego ilubić dreszczyk adrenaliny, żeby sprawdzić się w takiej pracy. Mimo dobrego sprzętu trzeba bardzo uważać – jeździ się po lodzie, śniegu, często zakłada łańcuchy na koła czy nawet cały zestaw, których jest 7 łącznie. Często jeździ się w śnieżycy, gdzie widoczność jest żadna, nie raz hamuje się hamuje, a zestaw i tak jedzie gdzie chce i jak chce.

Naprawdę na wielu odcinkach ciężko minąć się nawet z rowerem. Kiedy dojeżdża się do zakrętu często zza niego nic nie widać i trzeba bardzo uważać. Do tego jazda po Norwegii to jazda po górach, czasem dość strome podjazdy i zjazdy od 8-9% do nawet 14%, dlatego znajomość technik wytrącania prędkości z dużym, ciężkim ładunkiem jest bardzo potrzebna. Hamulce spalić można szybko, tak samo przez to zapalić zestaw. Takie sytuacje zdarzają się często, głównie z udziałem „europejskich ciągników”, które są mniej przystosowane do takiej jazdy lub umiejętności kierowcy nie są wystarczające.

Czym, od wspomnianych europejskich ciężarówek, różnią się te norweskie?

Sprzęt skandynawski jest przede wszystkim przystosowany do warunków, które można spotkać na drodze. To głównie ciągniki 3-osiowe, tzw. boogie, czyli oś wleczona za osią ciągnąca. Do tego oś podnosi się pod każdym ciężarem, co jest bardzo ważne na oblodzonych podjazdach – nieraz po podniesieniu osi pomocniczej na osi ciągnącej występuje nacisk nawet do 22 t. Przy dobrej oponie zimowej, w całej Skandynawii ciężarówki i naczepy są wyposażone w opony zimowe, nie potrzeba zakładać łańcucha ze względu na nacisk. Opona mocno przykleja się do nawierzchni. Oczywiście kierowalność spada i przed zakrętem lepiej jest opuścić oś po to, żeby skręcić, a nie pojechać prosto.

Do tego sprzęty skandynawskie mają minimum 500 KM, często nawet 600 KM. Muszą być mocne, ponieważ maksymalne DMC zestawu to 50 ton. Nieraz za plecami wiezie się do 31 ton samego ładunku. Kraje skandynawskie mają własną „unię transportową” i można tu wozić więcej i mieć większe naciski na osiach.

Jakie było najciekawsze zdarzenie jakie przeżyłeś podczas pracy w Norwegii?

Było ich naprawdę dużo – i na północy nad kołem polarnym, i gdzieś na wybrzeżu na południu, czy stojąc nawet gdzieś zimą na parkingu leśnym kręcąc pauzę. Ciężko wybrać jedno z najciekawszych przeżyć. Jednym z nich na pewno jest spotkanie z reniferami, których na północy jest mnóstwo i najbardziej lubią stać w grupie na drodze, na środku przed samym szczytem wzniesienia. Nie reagują na nic, często trzeba się zatrzymać i poczekać aż sobie pójdą. Łosie na przykład bardzo lubią drapać kabinę w nocy. W norweskich lasach jest bardzo dużo zwierzyny – można spotkać też niedźwiedzia. Bardzo ciekawym doświadczeniem jest także dzień i noc polarna, można też trafić na pogodę, kiedy są zorze polarne. To coś wspaniałego. Nawet same przejazdy tunelem, kiedy mija się znak informujący, że jest się na przykład 267 m pod powierzchnią wody pod fiordem są niezwykłym przeżyciem.

Jak Polacy traktowani są przez norweskich pracodawców? Czy dużo Polaków można spotkać na tamtejszych drogach?

Polscy kierowcy są cenieni przez Norwegów. Mamy opinie pracowitych i radzących sobie w różnych sytuacjach. Nie spotkałem się ze złym traktowaniem, choć tak jak wszędzie, jest różnie. Można trafić do firmy, która wyzyskuje, czuje się jakiś dystans i że jest się tylko numerkiem w systemie. Można trafić do fajnej firmy, gdzie atmosfera jest świetna – z reguły to te mniejsze przedsiębiorstwa. Oczywiście to sprawa każdego z osobna. Moim zdaniem, są ludzie, którzy dają złe świadectwo polskim kierowcom i są tacy, którzy udowadniają profesjonalizm. Polskich kierowców można spotkać  często, jest nas tam trochę na rynku. Norwegia, tak samo jak i Polska, obecnie cierpi na deficyt kierowców zawodowych.

Jak oceniłbyś wynagrodzenie i warunki pracy kierowcy w Norwegii w porównaniu do warunków polskich? – ubezpieczenia, urlopy, wszelkie inne benefity.

Pełne legalne zatrudnienie, jazda według przepisów i zgodnie z czasem pracy, stawki godzinowe, wspominany wcześniej bonus w postaci zwrotu podatku Feriepenge (jeśli się nie ma dopłaty, a z reguły na tzw. status pendler nie ma dopłat, a jest zwrot). Na pewno nowy, mocny sprzęt i w każdej firmie ubranie firmowe, kompletne wyposażenie pracownika w ubiór roboczy oczywiście odblaskowy – safety first. To są wszystkie zalety. W przypadku pracy we wspominanych systemach urlop raczej nie obowiązuje, w przypadku pracy na pełen etat na stałe jest on zgodny z tamtejszymi prawami pracy. Pracując jako kierowca z Polski czy innego kraju nie ma się takich samych stawek jak Norwegowie tylko ciut niższe, ale jednak zawsze są to dużo lepsze pieniądze niż w naszym kraju.

Na polskim rynku często zdarza się, że kierowcy wzajemnie ostrzegają się przed tzw. dziadtransami, czyli nieuczciwie rozliczającymi się firmami. Czy w Norwegii również spotkałeś się z podobnym zjawiskiem?

W trakcie mojej krótkiej kariery w warunkach norweskich, bo rok minie z końcem sierpnia,  nie spotkałem się ze zjawiskiem dziadtransu. Słyszałem wprawdzie o nieuczciwych norweskich firmach, które wykorzystują kierowców lub zwyczajnie nieświadomość z racji nieznajomości praw czy obowiązujących zasad, jednak nie słyszy się o takich sytuacjach często. Norwegia to jednak kraj prawa i poprawności zasad. Większość firm nawet nie kombinuje, gdyż boi się różnych kontroli, różnych urzedów. Mentalność Norwegów jest taka, że wszystko musi być zgodne z literą prawa.

Planujesz wrócić do Polski i tutaj nadal pracować jako kierowca ciężarówki?

Ja tak naprawdę nie wyjechałem z Polski, tylko pracuję w Norwegii. Wszystkie sprawy życiowe wiążą mnie z naszym krajem. Jednak jeśli będę planował wrócić do Polski to nie zamierzam wracać do zawodu kierowcy w ogóle.

Zdjęcia z archiwum prywatnego. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Szogun, 6 sierpnia 2019, 14:28 0 0

Fajny artykuł i świetne fotki!

Odpowiedz