„Jak sobie radzisz z tak dużą maszyną?” – wywiad z kobietą-kierowcą

, 17 stycznia 2020, 9:32

Kobiety coraz częściej i chętniej podejmują się pracy w zawodach do tej pory uznawanych za typowo męskie. Jak przyznaje większość z nich, podział ten coraz bardziej się zaciera, a one uznawane są za równoprawnych pracowników. O specyfice pracy za kierownicą kilkudziesięciotonowej ciężarówki rozmawiamy z kierowczynią Weroniką Smolińską z Łodzi, która porzuciła ciepłe biuro w korporacji i wybrała pracę, która wcześniej była dla niej całkowicie niezrozumiała.

Agnieszka Wraga: Dlaczego zdecydowałaś się na zawód kierowcy ciężarówki?

Weronika Smolińska: Moja historia zaczęła się jakieś 2,5 roku temu – wówczas mój narzeczony jeździł ciężarówką po kraju. Kompletnie nie rozumiałam tego, co on widzi w tym zawodzie, dlaczego jest taki podekscytowany, gdy opowiada o ciężarówkach. Ja wtedy pracowałam w korporacji. Ciężarówki traktowałam jak wroga numer jeden – bo zabierały mi narzeczonego na cały tydzień. Pewnego dnia, po ciężkim dniu w pracy, Piotrek zadzwonił i powiedział, że w naszym mieście organizowane są kursy na prawo jazdy na ciężarówki finansowane z projektu unijnego. Pytał, czy znam kogoś, kto jest zainteresowany zdobyciem uprawnień, a niekoniecznie stać go na wyłożenie kilku tysięcy złotych z własnej kieszeni. W przypływie chwili i dość niepewnie zapytałam – „A co byś powiedział na to żebym ja poszła na ten kurs? Nic mnie to nie kosztuje, zawsze to dodatkowy papierek, plan B na życie i przy okazji może zrozumiem, co jest tak ekscytującego w transporcie.”

Na drugi dzień dowiedziałam się o wszystkich szczegółach kursu. Wszystko tak szybko się potoczyło, że już po dwóch tygodniach siedziałam za kierownicą MANa na pierwszych jazdach. Po kilku wyjeżdżonych godzinach okazało się, że tak bardzo spodobała mi się jazda ciężarówką, że już wiedziałam, że już niedługo pożegnam się z wygodną posadą w korporacji i zamienię ją na fotel kierowcy.

Jak zareagowało na Twoją decyzję najbliższe otoczenie?

Narzeczony był szczęśliwy, że już niedługo zaczniemy jeździć w podwójnej obsadzie, natomiast rodzina wykazywała umiarkowany optymizm. Nie dowierzali, że to dzieje się naprawdę. Chyba nie do końca wierzyli też, że sobie poradzę.

Jak często słyszysz, że masz mało kobiecy zawód? Jak reagujesz na takie słowa?

Tak naprawdę wprost nikt nigdy mi nie zasugerował, że mam mało kobiecy zawód. Jednak zdarzają się pytania z przekąsem, typu „Jak sobie radzisz z tak dużą maszyną?”, „Jak Ty dajesz radę parkować ciężarówką?”. Gdy słyszę powyższe pytania, uśmiecham się i odpowiadam, że ciężarówkę wbrew pozorom prowadzi się o wiele łatwiej niż osobówkę. Wiele razy, gdy jeździliśmy plandeką, zadziwiałam mężczyzn, że daję sobie radę ze spinaniem wielu pasów, niestraszne mi otwieranie dwóch boków na rozładunku/załadunku.

Pracujesz we własnej firmie transportowej czy jesteś zatrudniona u kogoś innego?

Aktualnie jeżdżę dla podwykonawcy dużego sklepu internetowego, jednakże docelowo dążę do założenia swojej firmy transportowej.

Czy jesteś zadowolona ze swoich zarobków? Uważasz, że jesteś wynagradzana na tym samym poziomy co Twoi koledzy-kierowcy?

Nie spotkałam się z rozróżnianiem zarobków w branży transportowej ze względu na płeć. Jedynie na początku, gdy nie posiadałam jeszcze doświadczenia, zarabiałam mniej niż Piotrek. Jeżeli chodzi o wysokość zarobków to jestem zadowolona. Dzięki tej pracy jestem w stanie zarobić na mieszkanie lub dom w stosunkowo szybkim czasie.

Jak na Ciebie reagują inni kierowcy ciężarówek?

W pierwszej firmie czułam się jak „maskotka”, na którą wszyscy patrzyli, wytykali palcami, ale to dlatego, że byłam jedyną kobietą zatrudnioną u tego przewoźnika. Natomiast w obecnej firmie nie ma rozgraniczania na kobiety i mężczyzn, wszyscy jesteśmy kierowcami i na równi jesteśmy traktowani. Być może dzieje się tak, ponieważ w firmie jeździ dużo kobiet, więc widok kobiety za kierownicą jest czymś normalnym.

Co dla Ciebie jest najcięższe w Twojej pracy?

Są dwie takie rzeczy. Przede wszystkim jest to długa rozłąka z bliskimi, ponieważ wyjeżdżamy na 3-4 tygodnie, a żadna rozmowa telefoniczna nie zastąpi spotkania. Drugą rzeczą jest obawa o napotkanie imigrantów. Jeździmy do Anglii pływając z portu w Calais, więc jest duże prawdopodobieństwo takiej sytuacji.

Na jakich trasach jeździsz? Czy zdarzyła Ci się kiedyś jakaś nieprzyjemna przygoda po drodze?

Jeżdżę w Zachodniej Europie, a w szczególności po trasach w Niemczech, krajach Beneluxu, Francji i Anglii. Ryzyko nieprzyjemnych sytuacji jest minimalizowane przez firmę, poprzez stawanie ciężarówek na strzeżonych parkingach, jazdę nowym taborem i optymalizację czasu pracy. Jednakże wiadomo – nie da się wszystkiego przewidzieć.

Na co dzień pracujesz ze swoim narzeczonym. Planujecie powiększenie rodziny? Jak wówczas pogodzicie swoją pracę i obowiązki zawodowe?

Jeździmy z Piotrkiem w podwójnej obsadzie, dzięki czemu jest łatwiej, bo wiem, że najbliższa osoba nie siedzi w domu, czekając aż wrócę, tylko jest przy mnie, wspiera w chwilach zwątpienia. Dzieci póki co nie mamy, ale są w planach. Śmiejemy się z Piotrkiem że będziemy w przyszłość rzucać monetą, by wybrać które z nas jedzie w trasę, a kto zostaje w domu.

Czy Twój wolny czas również związany jest z motoryzacją?

Wolny czas, gdy jestem w domu, to mój „detoks” od motoryzacji, nawet wtedy stronię od jazdy osobówką, ewentualnie jako pasażer.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Natka, 17 stycznia 2020, 13:57 4 0

Kochana gratuluję świetnego zawodu🥰 wiesz że zawsze masz moje wsparcie bez względu na to co robisz 💋 Razem z Piotrkiem jesteście świetną parą i tak trzymać 🥰❤

Odpowiedz