„Najważniejsze, żeby praca przynosiła satysfakcję” – wywiad z kierowczynią autobusu

, 10 lipca 2020, 18:45

Kierowca autobusu miejskiego, w niedalekiej przyszłości również ciężarówki. Realizuje swój plan krok po kroku i dąży do niego, mimo przeciwności. Ostatnio taką przeszkodą okazała się pandemia koronawirusa, która zahamowała jej karierę zawodową i wprowadziła element niepewności. O pracy za kółkiem w dobie pandemii, planach zawodowych i postrzeganiu kobiety za kierownicą dużych pojazdów rozmawiamy z Karoliną Michlik, kierowcą autobusu miejskiego z Bytomia.

Agnieszka Wraga-Marciniak: Jesteś kobietą, która zawsze chciała być kierowcą ciężarówki. Na Twojej drodze stanęły jednak inne duże pojazdy.

Karolina Michlik: Zawsze marzyłam raczej o tym, aby prowadzić ciężarówki. Przez zupełny przypadek zainteresowałam się jednak autobusami. Ktoś powiedział mi, że jest firma, która wykłada na prawo jazdy pod warunkiem, że przepracuje się u nich dwa lata. Stwierdziłam „a co mi tam”, nie jeżdżę tirami to sobie chociaż autobusami pojeżdżę. Tak zaczęła się moja przygoda.

Na jakich trasach jeździsz i jakie pojazdy masz do wyboru?

Przez prawie 2,5 roku jeździłam tylko w komunikacji miejskiej. Później stwierdziłam, że trzeba iść dalej, zmieniłam pracę na troszkę spokojniejszą, aby móc zrealizować do końca swoje marzenia i zrobić pozostałe kategorie prawa jazdy. W autobusach miejskich dorabiałam sobie w razie potrzeby. Mam tam do wyboru różne pojazdy – Mazy, Iveco, Solarisy, Mercedes, SOR. Przetestowałam chyba wszystkie, które były w firmie, od zwykłego autobusu, przez tak zwaną „deskorolkę” (autobus trzyosiowy, z ostatnią osią skrętną), po przeguby. Obecnie jeżdżę małym Mercedesem sprinterem zrobionym na taki mały autobusik, z miejscami stojącymi i siedzącymi.

Ten mały Mercedes był Twoim narzędziem pracy, kiedy byłaś kierowcą dowożącym pasażerów na lotnisko w Katowicach. Koronawirus spowodował jednak, że wprowadzono zakazy lotów do i z Polski. Z dnia na dzień zostałaś bez pracy.

Faktycznie, jak tylko zaczęli wprowadzać obostrzenia, straciłam pracę przy lotnisku. Natomiast firma, w której pracowałam, stanęła na wysokości zadania i pozałatwiała wszelkie możliwe pomoce finansowe od rządu. Musiałam wrócić do komunikacji miejskiej. Tu wielkie ukłony dla dyrektora i dyspozytora firmy Meteor, którzy znaleźli dla mnie na szybko miejsce, dzięki czemu mogłam normalnie funkcjonować w tym najgorszym okresie.

Jak w praktyce wyglądała praca kierowcy autobusu miejskiego w dobie pandemii? Jakie zabezpieczenia i ograniczenia zostały wprowadzone i były faktycznie przestrzegane?

Jedynym zabezpieczeniem kierowców były wyłączone z użytkowania i oddzielone taśmą pierwsze miejsca w autobusie. Przestaliśmy też sprzedawać bilety i wpuszczać pasażerów pierwszymi drzwiami. Na początku wprowadzono ograniczoną liczbę pasażerów, których może przewozić dany autobus. Zdarzało się, że ktoś wracając w nocy z pracy zostawał na przystanku, bo w autobusie było już za dużo osób. Jak się pewnie domyślasz, nie spotkało się to z aprobatą samych pasażerów, co mnie osobiście wcale nie dziwi. Zostały również wyłączone z użytkowania co drugie siedzenia oraz wprowadzony został nakaz jazdy w maseczkach. O ile na początku faktycznie ludzie się do tego stosowali, to obecnie kiedy już większość obostrzeń została poluzowana, mają to gdzieś. Nieliczni wchodzą w maseczkach, a jeden na kilka tysięcy ma pretensje do kierowcy, że tego nie pilnuje. Nie rozumieją, że to nie kierowca ma obowiązek pilnowania tego przepisu, ale policja i straż miejska. Natomiast w okresie 3 miesięcy mojej pracy w komunikacji nie spotkałam ani jednego patrolu, który by to robił.

Z tego co mówisz, wszystkie ograniczenia dotyczące pasażerów były martwym prawem.

Dla mnie większość tych ograniczeń jest śmieszna i się nawzajem wyklucza. Jak się ma na przykład wyłączenie co drugiego siedzenia w autobusie, żeby pasażerowie nie siedzieli zbyt blisko siebie, nie chuchali na siebie, nie kaszleli do tego, że zwiększono liczbę pasażerów, którzy mogą jeździć na stojąco do takiej ilości, że praktycznie jeżdżą czasami jak śledzie, dmuchając sobie w karki. Dziwne. Dla mnie to paranoja.

Co dla Ciebie jest najcięższe w Twojej pracy?

Najcięższe zdecydowanie jest obciążenie psychiczne. Praca pod presją czasu i ludzie – to dwa najtrudniejsze czynniki w tym zawodzie.

Ciągle w naszym społeczeństwie przeważa pogląd, że kobieta kierująca ciężarówką albo autobusem to coś nie na miejscu, coś niecodziennego. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

Sądzę, że mało istotne jest to jak postrzegany jest zawód który wykonuję, najważniejsze, abym ja się dobrze czuła w tym co robię i aby to sprawiało mi satysfakcję. Więc gdybym usłyszała od kogoś, że mam mało kobiecy zawód to pewnie przyznałabym mu rację i opowiedziała jak bardzo lubię go wykonywać. Kiedy decydowałam się na taką pracę większość osób wyrażała podziw, że mam odwagę porywać się na tak duże pojazdy, że się nie boję.

Czy zdarzyła Ci się kiedyś na trasie jakaś nieprzyjemna przygoda?

W komunikacji miejskiej nagminnie takie przygody się zdarzają. Tyle epitetów, ile usłyszałam w swoją stronę w tej pracy, chyba nigdy w żadnej innej się nie zdarzyło. Sytuacją, która utkwiła mi w głowie najbardziej, to gdy pan, dobrze ubrany, starszy, przy pasażerach, w trakcie jazdy, oddał mocz na środkowe drzwi autobusu. Oj drogo pana ta przyjemność kosztowała – 1000 zł mandatu za nieobyczajne zachowanie się w miejscu publicznym, plus mandat za brak dokumentów i izba wytrzeźwień. Sądzę, że do końca życia 100 razy się zastanowi zanim zrobi coś takiego ponownie.

Czy Twój wolny czas również związany jest z motoryzacją?

Przez ostatni rok mogę powiedzieć, że poniekąd tak. Robiłam prawo jazdy C i C+E, więc sporo czasu mi to zajmowało. Poza tym mam wiele różnych pasji, kompletnie nie związanych z motoryzacja. Kocham góry, lubię po nich chodzić, jest to moja miłość. Lubię czytać, uwielbiam fantastykę. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, co w moim przypadku jest bardzo miłym aspektem pracy, którą wykonuję, mogę słuchać muzyki cały dzień. Po pracy staram się ruszać. Wiadomo, zawód ten nie sprzyja wysiłkowi fizycznemu, więc w wolnych chwilach trzeba coś robić w tym kierunku – chodzę na basen, uprawiam nordic walking, sprawiłam sobie do domu orbitreka i staram się na nim regularnie po 40 minut ćwiczyć.

Czy lubisz swoją pracę, czy myślisz nad zmianą?

Uwielbiam swoją pracę, robię to co kocham i jeszcze mi za to płacą. Jedyną zmianą jaka planuję w najbliższym czasie jest przesiadka z autobusu na samochody ciężarowe. Myślę, że to będzie zmiana na lepsze, przynajmniej dla mojej psychiki i spokoju ducha. A czy finansowo, to się zapewne okaże.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Daniel, 12 lipca 2020, 20:40 0 0

Szybko wrócisz na autobusy z powrotem. Jeździłem ciężarówkami 3 lata i kochałem ten zawód dopóki nie przejechałem się pierwszy raz autobusem, praca na autobusach jest o niebo lepsza w życiu by już nie wrócił do sikania na koło i spania śmierdzącym i spoconym w aucie ( bo nie zawsze się wykapiesz) nie mówiąc obtych wszechogsrniajacych dziad transch i złodziejach albo będziesz niewolnikiem auta albo będziesz jeździć z drutami w oponach na wierzchu. Pozostaje mi życzyć ci powodzenia i wszystkiego dobrego ;) ps. Może spróbuj autokarów :p

Odpowiedz