Wielka Brytania – transportowy kierunek specjalnej troski czy może nowa nisza?

, 27 maja 2021, 10:19

Wielka Brytania nie ułatwia życia własnym kierowcom. Wprowadza nowe podatki, które odstraszą truckerów zatrudnionych na własnej działalności w tym kraju. Dodatkowo, od kilku miesięcy Anglia jest bardzo „problematycznym” kierunkiem dla transportu drogowego. Czy polscy przewoźnicy wykorzystają szansę w tworzącej się właśnie niszy?

Anglia? Czy ktoś tam jeszcze chce jeździć?

Według informacji Eurostatu polscy przewoźnicy transportują około 270 milionów ton towarów. Jest to około 23% wszystkich ładunków na terenie Unii Europejskiej. Nasi krajowi przedsiębiorcy są też liderami jeżeli chodzi o realizowany kabotaż na terenie UE. Czwartym co do wielkości realizowanych usług rynkiem dla polskiego przewoźnika jest Wielka Brytania. Podawane wcześniej dane Eurostat dotyczyły roku 2018 – w przeciągu prawie 3 lat sytuacja zmieniła się diametralnie, szczególnie w Anglii. Wszyscy odczuliśmy skutki i zmiany jakie towarzyszyły biznesowi w trakcie i (miejmy nadzieję) po pandemii. To aspekt numer jeden. W wypadku wyspiarzy musimy doliczyć jeszcze Brexit i wszystkie perturbacje związane z uregulowaniem przejść granicznych do nowej rzeczywistości poza strukturami wspólnoty europejskiej. Nowe procedury, dokumenty, związane z nimi koszty – żaden z tych czynników nie jest przyciągający dla potencjalnego przedsiębiorcy realizującego przewozy drogowe.

Jakby tego było mało, znowu mamy do czynienia z eskalacją przemocy i problemów związanych z emigrantami na przejściu granicznym w Calais. Przewiezienie towaru do Anglii jest więc nie tylko skomplikowane pod względem formalności. Jest po prostu niebezpieczne. Dodatkowo, Wielka Brytania próbuje w pokrętny sposób walczyć z problemem nielegalnych emigrantów stosując ogromne kary, wymierzone w kierowców i przewoźników, którzy „umożliwili” przejazd niechcianym pasażerom. Truckerzy najczęściej w ogóle nie są świadomi ich obecności, a taka wycieczka może skończyć się kilkoma tysiącami funtów kary. Powodów do realizacji przewozów na teren Zjednoczonego Królestwa jest więc coraz mniej. Czy angielski rząd próbuje coś z tym zrobić? Otóż właśnie wprowadzono nowe przepisy, które spowodowały, że kierowcy z tego kraju zaczęli masowo szukać zatrudnienia w innej branży lub przenoszą się zawodowo na teren innych państw.

IR35 – kierowcy samozatrudnieni w Wielkiej Brytanii będą mieli uciętą wypłatę

Przepisy IR35 w dużej mierze wymierzone są w osoby zatrudnione na bardzo dobrze znanym w Polsce tzw. „kontrakcie B2B”. Chodzi o osoby, które de facto wykonują pracę na tych samych zasadach, co pracownicy zatrudnieni na standardową umowę o pracę w danym przedsiębiorstwie, jednak ze względu na lepsze warunki podatkowe wybierają założenie własnej, jednoosobowej działalności i pracę na kontrakcie. W Anglii takie działanie jest nielegalne oraz podlega karze, jednak przez potrzebę indywidualnego rozpatrzenia każdego przypadku takiego „przedsiębiorcy” z osobna nierespektowanie przepisów stało się niemalże porządkiem dziennym.

Inspektorzy HM Revenue & Customs, jednostki odpowiadającej za kontrolowanie przedsiębiorców na terenie UK, zwyczajnie nie mieli odpowiednich mocy przerobowych, aby zająć się kontrolingiem tego typu wykroczeń. IR35 ma to zmienić. Powstało kilka kryteriów określanych przez przepisy, które powodują, że osoby realizujące kontrakty B2B w odpowiedni sposób automatycznie wpadają w wyższy próg podatkowy, zarezerwowany dla pracowników zatrudnionych na podstawie „standardowej” umowy o pracę. Podatki płaci klient, a raczej zatrudniająca taką osobę firma. Finalnie te koszty trzeba wyrównać, na czym cierpi sam kierowca, ponieważ jego płaca netto zostanie w znaczący sposób obcięta.

Jak wyglądają kryteria IR35?

Żeby być kierowcą, który uniknie obcięcia płacy musimy: dysponować własnym samochodem, sami planować pracę i trasy, a także sami rozliczać czas pracy. Cześć samozatrudnionych kierowców z własnym samochodem w takim wypadku może się nie przejmować nowymi regulacjami. Niestety, nie do końca. Istnieje jeszcze jedno kryterium, które praktycznie wykreśla możliwość pracy jako freelancer-kierowca na terenie Wielkiej Brytanii.

Mowa tutaj o „mutuality of obligation”. Według tego kryterium podmiot chcący wykonywać działalność gospodarczą musi ponosić bezpośrednią odpowiedzialność finansową za niewykonanie usługi. Mowa tutaj między innymi o czasie w jakim wykonana zostanie dana usługa, co w transporcie jest niezwykle trudne do ustalenia z precyzją, ze względu na mnóstwo losowych czynników uniemożliwiających dostarczenie towarów na czas. Dodatkowo, przewoźnik czy kierowca, musiałby ponosić odpowiedzialność finansową w wypadku uszkodzenia lub kradzieży ładunku. Doskonale wiemy, że takie realia nie wchodzą w grę.

W takim razie, gdzie te szanse dla polskich przedsiębiorstw?

Driver Require przygotowała raport, w którym wniosek był jednoznaczny: angielscy kierowcy zaczną szukać pracy w Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę fakt, że polscy przewoźnicy są wysoko wyspecjalizowani w kursach na Wysypy, to wielu z nich może „przygarnąć” angielskich truckerów szukających lepszych stawek za kilometr. Co więcej, angielski transport stoi u progów bardzo dużej zapaści. Cały czas mówi się o brakach kierowców w całej UE, jednak Anglia zaczyna powoli wysuwać się na prowadzenie.

Wprowadzenie IR35 może spowodować, że duża część tamtejszych kierowców po prostu zmieni pracę. Może się to okazać łatwiejsze niż próba zatrudnienia w agencjach pracy obcego kraju. Transportowa nisza na wyspach zaczyna się więc coraz bardziej powiększać. Polskie firmy wiedzą, jak wozić towary do Anglii i z jakimi wyzwaniami jest to związane. W tej kwestii jednak nadal jest sporo niewiadomych, w tej chwili nie pozostanie nic innego jak obserwowanie bieżącej sytuacji w UK oraz trzymanie ręki na pulsie w temacie stawek za frachty. A te z pewnością zaczną rosnąć.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Krakus, 1 czerwca 2021, 8:54 0 0

Już dawno Generał De Gaulle mawiał, że angole to narodek sklepikarzy...

Odpowiedz