Praca kierowcy w ,,Dzikim Kraju” – list od Czytelnika

, 17 maja 2013, 9:50

Jeden z naszych Czytelników był świadkiem nietypowej i niestety bardzo przykrej sytuacji. Dotyczyła ona kierowcy ciężarówki, któremu pomocy odmówił…własny szef. Zapraszamy do lektury opowieści o bezduszności, bezkarności i absurdzie.

Autostopowicz z bagażem problemów

Większość kierowców rzadko podwozi autostopowiczów. Niektórzy robią to ze strachu, inni z czystego egoizmu. Ja staram się pomagać tym ludziom, jeśli tylko na pierwszy rzut oka widzę, że pomocy naprawdę potrzebują. W trzeci dzień weekendu majowego, w godzinach popołudniowych przemierzałem trasę z Piotrkowa Trybunalskiego w kierunku Sieradza. Obok jednego z przystanków zauważyłem machającego intensywnie mężczyznę w wieku na oko 40 lat. Wzrost ok. 190 cm, okulary, dżinsy, wyciągnięta koszula i duża torba podróżna – ,,typ, którego nikt nie odważy się zaprosić do samochodu" – pomyślałem zatrzymując auto.

Mężczyzna był niezwykle wdzięczny za pomoc. Jak mówił, próbował złapać ,,okazję" już od ponad godziny. Nie zdziwiło mnie to, w przeciwieństwie do kolejnych zdań wypowiadanych przez chwilowego współpasażera. Nim zdążył usiąść wygodnie, zaczął opowiadać swoją historię. Początkowo nie mogłem w nią uwierzyć, co tym bardziej potęgowało czający się gdzieś z tyłu głowy stereotyp, jakoby zabrany przeze mnie facet był mordercą, wiozącym w swojej przepastnej torbie świeżo zaostrzoną siekierę. Ale nie… mężczyzna nastawiony był przyjaźnie i to, co mówił, paradoksalnie było prawdą…

Opowieść autostopowicza

Okazało się, że mężczyzna jest kierowcą ciężarówki. Niestety maszyna, którą wracał do kraju zepsuła się niedługo po przekroczeniu granicy, gdzieś na południu Polski. Dalsza jazda była niemożliwa, a naprawa, jak to w weekend majowy, bardzo utrudniona. Kierowca chciał więc wrócić do domu, który mieścił się w okolicach Szczecina. Zadzwonił do właściciela firmy transportowej, w której pracuje. Ten odpowiedział, że, cytuje: ,,Nie ma czasu na JEGO problemy i nie obchodzi go, w jaki sposób wróci do domu". ,,Taka ignorancja ze strony szefa – pomyślałem – czy to w ogóle legalne?". ,,Polska to dziki kraj" – odparł współpasażer, jakby czytając w moich myślach.

Nieznajomy kontynuował opowieść. Jego szef był spadkobiercą dużej firmy ojca. 27-latek, któremu w głowie były raczej imprezy, dziewczyny i BMW niż poprawne zarządzanie firmą czy los jej pracowników. Kierowca, któremu nawaliło auto musiał wracać na własną rękę i na własny koszt. I tu właśnie zaczynał się problem. Wracający z trasy mężczyzna nie miał przy sobie pieniędzy. Zachomikowanych z nędznej wypłaty kilkadziesiąt złotych wystarczyło zaledwie na bilet autobusowy do centrum Polski. Dalej trzeba było podróżować okazją, gdyż żaden przewoźnik nie wystawawia biletów kredytowanych na przejazdy z przesiadkami.

Był 3 maja, a więc mój chwilowy kompan podróży miał już za sobą noc pod gołym niebem i kilka godzin wystanych na bezowocnym wymachiwaniu do przejeżdżających samochodów. ,,Nie masz Pan licencji? – zapytałem. – Kierowcy, którym nawali auto zawsze pokazują papiery i wtedy zabierają ich inni kierowcy.". Odpowiedział, że ma papiery, po czym mi je zaprezentował. Stwierdził jednak, że na rzadko uczęszczanych przez TIRy drogach trudno o transport. W weekend majowy nie kursuje zbyt wiele ciężarówek, a ci którzy przejeżdżali, przeważnie nie zabierali go. Facet miał pół Polski do przebycia, w dodatku pusto w portfelu, i nie jadł od poprzedniego dnia.

Samotnie na rozstaju dróg

,,Nie masz rodziny? Znajomych, którzy mogliby po ciebie przyjechać?". Odpowiedział, że znajomych i kolegów poznaje się właśnie w takich sytuacjach jak ta. Najzwyczajniej w świecie nie mieli ochoty przerywać weekendowego wypoczynku. Bezduszne prawda? Ja postanowiłem nie oceniać ich postępowania, dopóki sam nie usłyszę podobnej prośby w czasie długo wyczekiwanego urlopu. Autostopowicz nie miał rodziny. Żona odeszła od niego kilka lat temu, córka mieszkała na stałe za granicą, rodzice nie żyli. Został sam jak palec na środku drogi, totalnie zignorowany przez pracodawcę.

,,Co zrobisz, gdy wrócisz do domu?". Będziesz nadal pracował u tego faceta? ,,A jakie mam wyjście?" – usłyszałem w odpowiedzi.

Niestety moja pomoc wobec kierowcy nie była zbyt znacząca. Wkrótce dojechałem do celu, a jego podwiozłem do bardziej ruchliwej trasy. ,,Może uda Ci się złapać jakiegoś TIRa?". ,,Może." odpowiedział serdecznie dziękując. Wysiadając, z nieskutecznie skrywanym wstydem, nie patrząc w oczy zapytał, czy dam mu 50 gr na bułkę.

Zawsze zdawałem sobie sprawę z tego, że zawód kierowcy nie jest łatwy, a życie w trasie nie jest usłane różami. Przez tą sytuację całkowicie jednak zwątpiłem w ten kraj i chyba w jakiejś części w sens kapitalizmu. Czy pracodawca naprawdę pozostaje bezkarny wobec pracowników w każdej sytuacji? Jak karać firmy, które dopuszczają się takich praktyk? Liczę na opinię czytelników Państwa portalu.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

83.25.111.*, 17 maja 2013, 13:01 0 0

bardzo to przykre, żal mi faceta

Odpowiedz

89.76.197.*, 17 maja 2013, 18:18 0 0

ignorancja : brak wiedzy, nieświadomość, nieuctwo.

Odpowiedz

83.238.75.*, 21 maja 2013, 7:39 0 0

Nie kraj jest dziki, tylko dzikie jest PAŃSTWO, które daje licencje kompetencji takim 27-letnim gnojkom...

Odpowiedz

95.51.94.*, 21 maja 2013, 8:02 0 0

W takim przypadku sprzedał bym z 200 lub 300 litrów ropy i wróciłbym spokojnie do domu

Odpowiedz

88.199.57.*, 13 lipca 2013, 20:05 0 0

arogancja i chamstwo tacy 27-latkowie nie zajada daleko

Odpowiedz