Kabotaż TYLKO w Portugalii, Irlandii i Szwecji

, 21 maja 2007, 0:00

Niestety sprawdziły się najgorsze prognozy i polskiemu Ministrowi Transportu nie udało się wynegocjować praktycznie nic. Polscy przewoźnicy będą wyłączeni z prawie wszystkich wewnętrznych rynków transportowych prawie wszystkich krajów unijnych aż do 1 maja 2009 r.

Wielu polskich firm przewozowych ostrzyło sobie apetyty na przyjmowanie zleceń przewozów kabotażowych wewnątrz krajów Unii Europejskiej. Było tak z oczywistego powodu – wewnętrzne rynki przewozowe stanowią łakomy kąsek dla większości polskich przewoźników zajmujących się przewozami międzynarodowymi. Największe nadzieje są wiązane z rynkiem niemieckim i francuskim.

Co oznacza kabotaż


Najogólniej mówiąc kabotaż to wykonywanie transportu poza własnym krajem, wewnątrz obcego kraju czy akwenu. W zakresie przewozów drogowych po wejściu Polski do Unii Europejskiej zwykło się rozróżniać kabotaż wielki, oznaczający przewozy pomiędzy poszczególnymi krajami unijnymi (np. z Hiszpanii do Niemiec), oraz kabotaż mały, a więc wewnątrz obcego państwa członkowskiego Unii Europejskiej (np. z Monachium do Berlina albo z Paryża do Marsylii).

Po wstąpieniu Polski do struktur Unii Europejskiej 1 maja 2004 r. polskie firmy przewozowe zostały dopuszczone bez żadnych ograniczeń jedynie do wykonywania tzw. kabotażu wielkiego, a więc pomiędzy poszczególnymi krajami członkowskimi. Wystarczy do tego licencja na wykonywanie międzynarodowego transportu drogowego, wydawana w imieniu polskiego Ministra Transportu przez Biuro Obsługi Transportu Międzynarodowego w Warszawie. Od chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej polskie licencje transportowe stały się bowiem licencjami wspólnotowymi, równoprawnymi z tymi wydawanymi przez władze niemieckie czy francuskie.

Swobodne wykonywanie przewozów drogowych w całej Unii Europejskiej przewiduje Rozporządzenie Rady (EWG) nr 3118/93 z 25 października 1993 r. ustanawiające warunki wykonywania w Państwie Członkowskim usług krajowego transportu drogowego rzeczy przez przewoźników nie mających siedziby w tym państwie. Zgodnie z art. 1 ust. 1 tego Rozporządzenia każdy przewoźnik zajmujący się zarobkowym drogowym przewozem rzeczy posiadający licencję wspólnotową jest uprawniony do wykonywania czasowego zarobkowego drogowego transportu rzeczy w innym Państwie Członkowskim Wspólnot.

Długi okres przejściowy

Tyle teorii. Jak to zazwyczaj bywa, od każdej reguły są wyjątki. W tym przypadku wyjątkiem są nieszczęsne okresy przejściowe, wynegocjowane przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

W jednym z wielu załączników do Traktatu o przystąpieniu Polski do Wspólnot Europejskich przewidziano trzyletni okres przejściowy dla polskich przewoźników do wykonywania przewozów kabotażowych wewnątrz pozostałych krajów członkowskich Unii. Okres ten trwał więc od wstąpienia Polski do Unii w dniu 1 maja 2004 r. do 1 maja 2007 r. W załączniku do Traktatu przewidziano jednocześnie, że poszczególne kraje unijne mogą indywidualnie podjąć decyzję o przedłużeniu okresu przejściowego o kolejne dwa lata. W tym celu wystarczyło najpóźniej do końca kwietnia 2007 r. przesłać odpowiednie zawiadomienie Komisji Europejskiej.

Tylko Portugalia, Irlandia i Szwecja

Większość polskich przewoźników z niecierpliwością czekała na informacje, czy któryś z rynków unijnych wreszcie się dla nich w pełni otworzy. W marcu 2007 r. pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały płynące z Komisji Europejskiej, jakoby Wielka Brytania, Belgia i Włochy już przedłużyły okres przejściowy.

Polskie władze jakby przespały tę niezwykle ważną dla polskiej branży transportowej sprawę. Ministerstwo Transportu co prawda informowało, że odpowiednio wcześniej podjęto rozmowy i konsultacje z przedstawicielami poszczególnych krajów. Najintensywniej rozmawiano rzekomo ze stroną niemiecką. Minister Jerzy Polaczek jednak dopiero pod koniec marca br. przesłał Ministrom Transportu 15 państw „starej” Unii Europejskiej pisma zawierające propozycje wzajemnego otwarcia rynków transportowych. Niestety najwyraźniej tylko na rozmowach i konsultacjach się skończyło.

Strona polska jak zwykle najwyraźniej nie miała siły przebicia, skoro polski rząd zdołał uzyskać otwarcie rynków transportowych jedynie Portugalii, Irlandii oraz Szwecji. Być może należało sprawę bardziej nagłośnić, powysyłać do poszczególnych krajów branżowe autorytety z naszego kraju w celu prowadzenia skuteczniejszego lobbingu. Nic takiego nie miało miejsca, a polskie władze po raz kolejny nie ułatwiły życia polskim transportowcom. Po cichu polskim firmom umknęły krociowe niejednokrotnie zyski. Dzięki otwarciu rynków polska branża transportowa z całą pewnością mogłaby rozwijać się jeszcze szybciej niż obecnie. W zamian polskie władze zapewne znowu nałożą na transportowców kolejne ciężary i obowiązki.

Jak to wykorzystać

Pojawiło się jednak światełko w tunelu, ponieważ trzy kraje unijne jednak pozwoliły polskim firmom na przewozy kabotażowe. Z uwagi na dzielącą Polskę odległość od Portugalii i Irlandii, rynki te nie będą raczej głównym celem ekspansji polskich przewoźników. Tym bardziej, że w tych krajach raczej nie ma możliwości pokonywania długich tras, a na takich zarabia się najwięcej. Całkiem ciekawym rynkiem może natomiast okazać się Szwecja.

Niezależnie od tego, warto wiedzieć, już teraz polskie firmy mogą wykonywać przewozy kabotażowe w pozostałych krajach unijnych. Niezbędne do tego jest jednak formalne założenie działalności gospodarczej w danym państwie unijnym, gdzie przewozy mają być wykonywane, oraz uzyskanie licencji transportowej. Oznacza to oczywiście sporo kosztów, formalności i utrudnień. Problemem może być również konieczność zarejestrowania pojazdów w obcym państwie. Wykorzystać można jedynie uzyskany w Polsce certyfikat kompetencji zawodowych, który jest uznawany w całej Europie.

Robert Walczak – prawnik z Kancelarii Myszkowski & Walczak w Poznaniu,
robert.walczak@m-w.pl

 

Komentarze

Brak komentarzy