Kubuś – wóz pancerny Powstańców i jego renowacja

, 27 lipca 2020, 9:00

Porsche, Mercedesy, Jaguary, rodzime Syreny, duże i małe Fiaty, Żuki i Trabanty – to lista częstych bywalców warsztatów renowacji pojazdów zabytkowych. Jednak do tak specjalistycznych zakładów mogą trafić także najcenniejsze i najbardziej unikatowe pojazdy znajdujące się w rękach osób prywatnych lub będące pod opieką państwa. Tak było w przypadku wozu pancernego Kubuś, eksponatu Muzeum Wojska Polskiego, który kilka lat temu pojawił się w łódzkim warsztacie renowacyjnym Custom Factory.

Powstańcza historia pancernego Kubusia

1 sierpnia to data doskonale znana przez większość Polaków. To dzień, w którym tętniąca życiem Warszawa zatrzymuje się na minutę oddając hołd Powstańcom Warszawskim, którzy w 1944 r. postanowili stanąć do nierównej walki z hitlerowskimi Niemcami. Godzina „W” jest jednym z licznych symboli tego wydarzenia, innym natomiast jest Kubuś – jedyny samochód pancerny powstańców, który miał wspierać ich działania.

Decyzję o jego budowie podjęto w pierwszych dniach sierpnia. Zajęła ona kilkanaście dni i pierwotnie wykorzystano do tego podwozie Chevroleta 155. Zgodnie z zamysłem konstruktora przewidywano, że Kubuś będzie w stanie pomieścić w swoim wnętrzu 12 osób – 10 żołnierzy, kierowcę i strzelca. Stanowisko tego ostatniego umiejscowione zostało na górnej wieżyczce pojazdu. Pancerz Kubusia zbudowany był z dwóch 5-milimetrowych warstw blachy, które pochodziły z rozmontowanych kas pancernych. Jego inne części składowe stanowiły zbieraninę elementów, które akurat komuś udało się gdzieś znaleźć albo zdobyć.

Pierwsza akcja bojowa Kubusia miała miejsce 23 sierpnia, natomiast ostatnia odbyła się 2 września 1944 r. Miał on pomóc w szturmie na Uniwersytet Warszawski, który rozpoczął się na ulicy Oboźnej. Kubusiowi udało się dostać na teren uczelni, rozbił bramę wjazdową i wspierał powstańców w ich walce. Wkrótce jednak musiał się wycofać z pola walki ze względu na przestrzelenie opon. Na pancerzu zewnętrznym Kubusia można do dzisiaj dostrzec ślady kul, które dosięgnęły go podczas akcji.

Niezbędne formalności i przygotowania

– Współpraca z Muzeum Wojska Polskiego wiązała się z koniecznością załatwienia bardzo wielu formalności, wypełniania niezbędnych dokumentów, logistycznego przygotowania się do przyjęcia tak dużej odpowiedzialności. Musieliśmy także dokładnie zapoznać się ze stanem technicznym Kubusia. Wszystkie nasze działania musiały być również konsultowane z konserwatorem zabytków i ekspertami ze strony Muzeum – wyjaśnia Artur Marciniak, właściciel Custom Factory. – Niezbędne było też ubezpieczenie pojazdu, którego wartość specjaliści wycenili na 2 miliony złotych. Oczywiście w rzeczywistości, wartość historyczna Kubusia jest nieoceniona.

Zakres napraw zawierał długą lista czynności, a dotyczyły one między innymi układu hamulcowego i wydechowego, instalacji elektrycznej, wymiany opon i dętek, zakupu i zamontowania we wnętrzu foteli kierowcy, strzelca, a także budowę drewnianych ławek dla załogi pojazdu. Należało także naprawić zawiasy tylnych płyt pancerza i przeprowadzić konserwację wnętrza całego wozu bojowego.

Dużym wyzwaniem okazał się transport Kubusia do warsztatu w Łodzi. W związku z tym, że nie była znana jego masa, która na oko wydawała się być słuszna, zamówiony został specjalistyczny sprzęt do przewozu pojazdów wielkogabarytowych. Również niełatwy okazał się załadunek wozu powstańców na lawetę, ponieważ jego silnik pracował jedynie na dwóch cylindrach, a widoczność podczas jego jazdy jest dla kierowcy ograniczona do minimum – dysponuje on jedynie malutkim, wąskim otworem tuż nad swoją głową i na jednej ze ścian bocznych. W związku ze swoimi gabarytami i masą Kubuś nie mógł podróżować do Łodzi autostradą. Przez Warszawę przejazd był eskortowany przez policję, następnie laweta musiała poruszać się jedynie po wcześniej wyznaczonych i zaakceptowanych drogach.

– Na miejscu, w warsztacie, podjęliśmy decyzję o zważeniu Kubusia. Było to ważne nie tylko ze względu na rozwiązanie ponad 70-letniej zagadki, ale także z powodu wykorzystania do jego naprawy odpowiednich narzędzi i podnośników. – opisuje Artur Marciniak – W tym celu zgłosiliśmy się do Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego, który zgodził się dokonać ważenia w naszym warsztacie używając do tego przenośnych wag do pomiarów statycznych. Badanie wykazało, że Kubuś ważył dokładnie 4 100 kilogramów.

Pora zaczynać prace

O ile prace renowacyjne dotyczące zewnętrznej części Kubusia ograniczały się do niezbędnego minimum, to prace w jego wnętrzu okazały się bardzo dużym wyzwaniem. Zgodnie z relacjami naocznych świadków tworzenia Kubusia, pierwotnie jego wnętrze pomalowane było na kolor minii tlenkowej. W związku z tym, że obecnie nie stosuje się tego typu farb, warsztat Custom Factory postanowił pomalować je podkładem epoksydowym w kolorze czerwieni żelazowej. Podczas oczyszczania wnętrza Kubusia okazało się, że jeden z czterech filarów, stanowiących główny element konstrukcyjny, jest bardzo mocno skorodowany. Należało wyciąć jego fragment i w to miejsce wstawić nowy.

Jednym z najważniejszych zadań okazało się znalezienie cylinderków hamulcowych i wymiana okładzin ciernych szczęk. Bębny hamulcowe czekało przetoczenie i pełna regeneracja. Okazało się, że rama na której obecnie postawiony był Kubuś, nie była oryginalna – w pewnym momencie historii tego wozu bojowego zastąpiła ją pochodząca z Gaza-51. Utrudniało to dodatkowo poszukiwanie części zamiennych, ponieważ model ten cierpiał na brak ich dostępności. Na domiar złego okazało się, że w kołach przednich i tylnych występują cylinderki innych rozmiarów.

– Po przeszukaniu całego internetu i uruchomieniu wszystkich znajomości cylinderki udało nam się znaleźć na Ukrainie. Cudem zdobyliśmy też nową pompę hamulcową od Gaza-51. Po zamontowaniu na Kubusiu całego osprzętu hamulcowego i dorobieniu nowych, miedzianych przewodów hamulcowych okazało się, że w jednym z kół następuje wyciek płynu hamulcowego. Wszystkiemu winien był zerwany gwint w odpowietrzniku jednego z cylinderków. – opowiada właściciel Custom Factory. – Na ściąganie nowych części zza wschodniej granicy nie mieliśmy już czasu. Zdecydowaliśmy się wykorzystać stare cylinderki przednich kół, uzbrajając je w sprawne elementy nowego. Po tej naprawie układ okazał się być szczelny.

We wnętrzu Kubusia bardzo ważnym elementem była ławeczka przeznaczona dla załogi wozu pancernego.

– Wykorzystywano ją również jako stanowisko dla strzelca, więc musiała być ona odpowiedniej wysokości, aby mógł on odpowiednio ustawić swój karabin. Niestety, nie zachowały się żadne relacje, ani dokumentacja techniczna mogąca przybliżyć wygląd takowego siedziska. W związku z powyższym musieliśmy wymyślić własny projekt, który spełniałby wszystkie założenia i funkcje. – tłumaczy Marciniak – Wykorzystaliśmy do tego calowe deski sosnowe, które oszlifowaliśmy i polakierowaliśmy.

Niestety niespodzianką zakończyła się także inspekcja układu kierowniczego Kubusia – w jego obudowie znalezione zostały kulki pochodzące z uszkodzonego łożyska. Rozleciało się ono na części pierwsze, najprawdopodobniej nie wytrzymując masy pojazdu. I w tym przypadku poszukiwanie części zamiennych było sporym wyzwaniem, ale udało się odnaleźć nową przekładnię kierowniczą na jednym z portali aukcyjnych.

Prace na ukończeniu

Ostatnie prace renowacyjne dotyczyły mniejszych elementów wyposażenia Kubusia. Wytyczne z muzeum mówiły o konieczności zamontowania we wnętrzu foteli z lat 30. ubiegłego stulecia. Udało się zdobyć takie pochodzące z Fiata 508, które należało poddać odpowiedniej renowacji. W otwory przeznaczone do obserwacji zdecydowano się wstawić imitacje pierwotnie wykorzystanych szyb pancernych, czyli składające się z kilku warstw szkła. Zewnętrzna powłoka pancerza wymagała kilku niewielkich napraw kosmetycznych – dotyczyło to między innymi zawiasów klap przednich i tylnych. W 55-konnym silniku przeprowadzona została jedynie podstawowa obsługa – wymienione zostały świece, przewody zapłonowe, palec i kopułka. Jednostkę napędową napełniono nowym olejem.

Na zakończenie prac w warsztacie Custom Factory pojawił się Antoni Eknert, ekspert Muzeum Wojska Polskiego nadzorujący prace nad Kubusiem, oraz Marek Fernik – syn Józefa Fernika pseudonim „Globus”, który w 1944 r. nadzorował prace przy budowie wozu bojowego. Odbiór techniczny zakończył się pełną akceptacją wykonanych prac.

– Renowacja Kubusia trwała niemal dwa miesiące – dokładnie były to 374 roboczogodziny. Był to dla nas czas olbrzymiego wysiłku fizycznego, psychicznego i logistycznego. Zaangażowani byli w to wszyscy pracownicy warsztatu. Pierwszy raz mieliśmy styczność z pojazdem, który miał tak olbrzymią wartość historyczną i sentymentalną. Renowacji tej nie da się porównać z niczym innym. To ogromny zaszczyt, że to własnie my mogliśmy przyczynić się do odnowienia Kubusia i jego ponownego uruchomienia, a także do umożliwienia mu udziału w defiladach wojskowych.

Zdjęcia zawarte w artykule są własnością warsztatu Custom Factory. Ich kopiowanie i rozpowszechnianie jest zabronione.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Kfadrad, 30 lipca 2020, 18:03 0 0

Ile kosztowała renowacja

Odpowiedz