Welcome to Ireland!

, 1 lutego 2009, 0:00

 Tylko bez octu – zapobiegawczo zastrzegłem kucharzowi w dublińskim porcie przypominającego nieco Seana Connery pakującemu mi w papierową torebkę grube, irlandzie frytki. Od razu wiedział skąd przyjechałem. Are you polish? zapytał…

Zielona wyspa, jak często nazywana jest Irlandia, od czterech lat stała się niemalże naszą zamorską kolonią. Ojczysty język słychać niemal wszędzie, tutejsze supermarkety oferują polską żywność, polski chleb wypiekany jest na miejscu z polskiej mąki, a tutejsi kucharze już wiedzą, że Polacy nie cierpią frytek z octem… Tak przynajmniej twierdzi wspomniany wyżej właściciel barku w porcie w Dublinie, którego gościem są często nasi kierowcy ciężarówek. 

W cyklu Daleko od domu, czyli nasi za granicą, będziemy prezentować pracę i życie polskich kierowców stale przebywających poza granicami naszego kraju. W pierwszym odcinku tego cyklu wybraliśmy się do Dublina, na zaproszenie Roberta Piskorskiego, który mieszka w Irlandii ponad trzy lata, więc zieloną wyspę zdążył poznać już od podszewki.

Robert Piskorski trafił do Irlandii dzięki swojemu koledze, Krzysztofowi Łubieńskiemu, który wyjechał tam już rok wcześniej.

Obydwaj rozpoczynaliśmy pracę w Rabenie, potem pracowaliśmy w innych polskich firmach, jednak sytuacja finansowa skłoniła mnie do wyjazdu, opowiada Robert Piskorski, kiedy w nocy jedziemy z lotniska do oddalonej o ok. 70 km miejscowości Bailieborough, w której mieszkają obydwaj panowie.

Krzysztof Łubieński załatwił Robertowi pracę w rodzinnej firmie Sean MacMahon. Od 30 lat ciężarówki tej firmy rozwożą po najbliższej okolicy materiały budowlane, nawozy oraz artykuły spożywcze.

Pracę rozpoczynamy wcześnie, bo już o piątej rano w poniedziałek jesteśmy w siedzibie firmy, gdzie Robert Piskorski pobiera list przewozowy. Pierwsza trasa prowadzi do Wicklow, na południe od Dublina, dokąd trzeba dostarczyć ładunek cementu.

— Musimy dotrzeć tam na 7.30, gdyż firma położona jest na nabrzeżu, które później zapełnia się samochodami osobowymi i dojazd do niej jest bardzo trudny, mówi Robert Piskorski, wsiadając do swojego Volvo FH12.

Cały artykuł ukazał się w numerze 1-2/2009 TRAILER Magazine 

 

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!