Kierowca freelancer – przyszłościowy model zatrudnienia w transporcie?

, 28 lipca 2021, 12:00

Branża transportowa od lat zmaga się z problemem niedoboru kierowców zawodowych, którego idealnego rozwiązania obecnie próżno szukać na horyzoncie. Jedną z propozycji jest zmiana postrzegania stanowiska pracy kierowcy zawodowego. Może on być pracownikiem nie pełnoetatowym, a zleceniowym.

Zlecanie tras freelancerom nowym modelem w branży transportowej

Odczuwalny w branży transportowej niedobór kierowców zawodowych z odpowiednimi umiejętnościami próbuje się niwelować przez różnej maści akcje ułatwiające wejście do branży kierowcom z prawem jazdy kat. C+E. Jedną z nich jest np. program społeczny  „Profesjonalni Kierowcy”, który oferuje darmowe szkolenia dla kierowców bez doświadczenia. Jednak nie wszyscy posiadający prawo jazdy tej kategorii chcą się wiązać z branżą na dłużej. Z myślą o takich osobach, powstała niedawno specjalna platforma internetowa.

– Przedsiębiorcy w dużej mierze w dalszym ciągu stawiają przede wszystkim na oferty pracy stałej. Rynek dopiero powoli oswaja się z zamysłem „freelancingu”. Mimo, że nasza platforma jest młoda na rynku, to jest część firm, która korzysta z rozwiązania pozwalającego pozyskać kierowców tymczasowych. Platforma japojade.pl obecnie cieszy się zainteresowaniem obu stron. Zainteresowanie ze strony kierowców jest większe, ale przede wszystkim naszym założeniem było w pierwszej kolejności zbudować jak najszerszą społeczność kierowców. Obecnie pracujemy nad nawiązaniem współpracy z przedsiębiorcami i są oni bardzo pozytywnie nastawieni do naszego rozwiązania – wyjaśnia Mateusz Chrzanowski, Prezes Zarządu platformy japojade.pl.

– Obecnie głównymi klientami naszej platformy są firmy świadczące usługi transportu międzynarodowego. Co za tym idzie, to głównie na trasy międzynarodowe pojawiają się zlecenia. Uważam, że w momencie, gdy nasza baza przedsiębiorców będzie się sukcesywnie powiększać, to stosunek ten będzie raczej wyrównany dla obu rodzajów transportu – dodaje.

Rozwiązaniem mogą być zlecenia na wykonanie konkretnego transportu. Nowe podejście do zawodu kierowcy w kontekście modelu freelancingu, co prawda nie zniweluje nagle liczby brakujących pracowników, ale może pomóc w kryzysowych momentach zwiększać elastyczność firm transportowych. Podobny system, który już zdał egzamin i rozwiał wątpliwości dot. jakości przewozu, wykorzystał Uber – jeszcze przed czasami Uber lex. Kierowca pobierał aplikację i w wolnym czasie wsiadał za kierownicę, by sobie dorobić. Nie musiał wyrabiać dodatkowej licencji czy wiązać się kontraktem z firmą. Oczywiście w przypadku transportu międzynarodowego, np. czas pracy jest określony na kilka dni, a nie kilka godzin, w zależności od wybranego zlecenia. Chodzi o samą ideę kierowcy – freelancera, który sam wybiera, kiedy chce pracować, jakie zlecenie chce wykonać i za jaką stawkę.

Takie rozwiązanie może być również sposobem na przyciągnięcie kierowców, którzy mają prawo jazdy kat. C, ale pracują gdzie indziej i nie chcą dokonać transferu do branży transportowej na stałe. Propagowanie takiego modelu jako współistniejący w branży może zmniejszyć skutki braku kierowców zawodowych. Ewentualne braki w umiejętnościach już teraz są marginalizowane przez nowe technologie w pojazdach ciężarowych, zarówno w zakresie bezpieczeństwa, jak i efektywności paliwowej. W efektywnym planowaniu transportu pomaga również dobrze rozwinięta telematyka i spedycja.

– Mocnymi stronami takiej współpracy jest efektywność wykorzystania floty, możliwość znalezienia szybkiego zastępstwa, ciągłość dostaw i przede wszystkim zniwelowanie problemów związanych z brakami kadrowymi. Ten model współpracy nie ma wielu słabych stron. Jeżeli stanie się popularny, a stawki dla kierowców tymczasowych będą odpowiednio wyliczone za jeden dzień pracy to ryzyka będą takie same jak w przypadku kierowców zatrudnianych na pełen etat – wymienia Mateusz Chrzanowski. – Uważam, że około 30% miejsc pracy w firmie mogło by być obsadzane kierowcami „na zastępstwo” i nie powinno to zaburzyć działania firmy. Dzięki wykorzystaniu modelu współpracy na zlecenie, przedsiębiorcy mogą z większym spokojem poszukiwać pracowników na stałe w czasie, w którym ich przewozy odbywają się płynnie – dodaje.

Dlaczego praca kierowcy zawodowego na stałe nie jest atrakcyjna?

Głównym powodem, dlaczego praca kierowcy w transporcie kołowym nie jest postrzegana jako atrakcyjna jest przede wszystkim długi czas pracy, który nie kończy się wraz ze zjazdem na pauzę. Kierowcy wyruszając w 2 tygodniową trasę, pracują praktycznie przez całą dobę. Składa się na to rzecz jasna prowadzenie samochodu, ale i również często pilnowanie go w momencie, kiedy to przerwa odbywa się w niepewnym miejscu. Kierowca zmienia się wówczas niejako w stróża nocnego. Kradzieże towaru czy też dodatkowi pasażerowie na gapę nie są przypadkiem odosobnionym a regularnym, w pewnych miejscach nawet można ten proceder nazwać codziennością.

Warunki pracy to kolejny ważny punkt na liście. Mówiąc delikatnie, nie są one na tyle dobre, aby móc zachęcić tym kierowców z uprawnieniami do przejścia do tego zawodu na stałe. Kradzieże towaru czy też niechciani pasażerowie powodują obniżoną jakość snu lub czasem jego brak. Tak samo, jak brak możliwości skorzystania z toalet i pryszniców w niektórych centrach logistycznych lub na niektórych stacjach paliw. Nie jest to problem nowy, lecz często pomijany, na którego stanowcze zmniejszenie skali jeszcze trzeba będzie poczekać. Tym bardziej w dobie pandemii, firmy miały dobry powód, by nie udostępniać toalet kierowcom. To wszystko w połączeniu z konkretnie ustalonym czasem przejazdu owocuje permanentnym stresem, którego ujście trudno znaleźć.

Braki w kadrach kierowców zawodowych coraz poważniejsze dla płynności transportu

W raporcie PWC z 2019 roku, który został stworzony wraz z organizacją TLP, prognozowano, że w polskim sektorze transportu drogowego niedobór kierowców zawodowych pogłębi się i wpłynie negatywnie na dynamikę wzrostu przewoźników. Jak bardzo? W 2015 roku było 100-110 tys. wakatów, co przy ówczesnej ogólnej liczbie 600-650 tys. czynnych kierowców, daje od 15 do 18% wolnych etatów na stanowisko kierowcy w polskich firmach transportowych.

Natomiast w 2019 roku, czyli tuż przed wybuchem pandemii, skala zjawiska niedoboru kierowców zwiększyła się do blisko 20%, co już wtedy stanowiło istotne ryzyko dla branży pod względem efektywności działania przewoźników, branża traciła również na jakości wykonywanego transportu. Eksperci w raporcie PWC podają, że mniejsza liczba kierowców skutkowała wyższym kosztem przejazdu oraz dłuższym czasem operacji. Jak czytamy w raporcie, dużo większy problem z zatrudnieniem kierowców mają mali przewoźnicy.

Sytuacja nie ulega polepszeniu m.in. z powodu niekorzystnej struktury wiekowej kierowców. W 2016 roku kierowców z uprawnieniami ciężarowymi w Polsce było 4,3 mln, z czego blisko 20% osób osiągnęło wiek emerytalny, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa, nie ma ich już w branży. Kolejne 20% stanowi grupa, która osiągnie wiek emerytalny w okresie od roku do 10 lat. Warto mieć na uwadze, że są to dane z 2019 roku. Najnowsze dostępne dane opublikowała w raporcie Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU), na podstawie analizy firm transportu drogowego w 23 krajach.

Jak można się było domyślać, wybuch globalnego kryzysu wywołanego pandemią, a tym samym masowe mrożenie gospodarek światowych, spowodowało zmniejszenie zapotrzebowania na stanowisko kierowcy zawodowego. W Europie w 2019 roku liczba wolnych miejsc pracy stanowiła 24%, by rok później zmniejszyć się do 17%. Jest to wynik m.in. wstrzymania lub ograniczenia produkcji czy też zmniejszenia skali funkcjonowania firm transportowych.

Według autorów raportu IRU wszelkie działania mające zwiększyć atrakcyjność zawodu kierowcy w oczach młodych ludzi, nie przynoszą znaczących rezultatów. Spada odsetek kierowców zawodowych poniżej 25 roku życia, nie tylko w Polsce czy Europie, ale na całym świecie. W tym roku prognozowany jest wzrost niedoboru kierowców w krajach rozwiniętych o jedną czwartą w stosunku do poziomu z 2020 roku.

Co to oznacza? W niektórych krajach problem grozi paraliżem przewozów towarów lub wyżej wspomnianym pogorszeniem jakości obsługi logistycznej. To, co do niedawna uważano za prognozę, stało się faktem. Wielka Brytania odczuła realne skutki braku kierowców, w której kilka stacji paliw sieci BP musiało zostać tymczasowo zamkniętych przez brak paliw, które nie dojechały z powodu właśnie braku kierowców.

– Braki kadrowe wśród kierowców na obecną chwilę są bardzo duże i trudno by było je w całości zniwelować. Moim zdaniem na rynku jest miejsce na kierowców zleceniowych. Już od kilku lat pojawiają się małe grupy kierowców, którzy podejmują się jedynie czasowych zleceń, jednak skala tego działania jest niewielka – mówi Mateusz Chrzanowski, Prezes Zarządu platformy japojade.pl. – Obecnie przeprowadzamy ankietę wśród kierowców i pierwsze wnioski wskazują na to, że jest spora grupa, która by chciała pracować w takiej formie. Kierowcy na zleceniach pozwoliliby firmom zniwelować niepotrzebne przestoje pojazdów i zwiększyć efektywność wykorzystania floty. Obecnie stosunek liczby zatrudnionych kierowców do liczby pojazdów wynosi w Polsce około 0,9 kierowcy na pojazd, a powinien 1,4. Jako że niedobory nie pozwalają na osiągnięcie tak wysokiego stosunku, to w takim wypadku kierowcy „freelancerzy” są w stanie zminimalizować skutki braków kadrowych, a co za tym idzie poprawić sytuację w branży – dodaje Mateusz Chrzanowski.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!